Burt Wonderstone i Anton Marvelton to dwaj kumple, którzy znają się od dziecka. Tworzą duet iluzjonistów, którzy od 10 lat bawią widownię w Las Vegas. Jednak między nimi zaczyna się coś psuć i dochodzi do rozłamu. Jakby było tego mało, pojawił się konkurent – uliczny magik Steve Gray.

Film był reklamowany jako komedia, zaś magicy i iluzjoniści to temat interesujący dla kina, co potwierdziły takie filmy jak „Prestiż” i „Iluzjonista”. Film Dona Scardino, reżysera głównie pracującego dla telewizji nie jest dziełem takiego kalibru jak w/w, ale gwarantuje całkiem niezłą rozrywkę. Choć mam wrażenie, że można byłoby z tego zrobić naprawdę lepszy film, który byłby satyrą na magików. Czasy, kiedy proste sztuczki przestają być zabawne, a obecna magia reprezentowana przez Graya opiera się na bólu, cierpieniu i wręcz masochizmie (spanie na rozżarzonych węglach) wywołuje raczej niesmak niż fascynację, chociaż pewnie paru szaleńców by się znalazło. Problem jednak tego filmu polega na dwóch rzeczach: schematyczności i przegadaniu. Bo jest tu bardziej poważnie i bardziej filozoficznie, aczkolwiek finał pozytywnie mnie zaskoczył. Niby jest to banał, ale całkiem nieźle się to oglądało.

Reżyserowi udało się zebrać gwiazdorską obsadę, ale i tak ten film będzie zapamiętany jako ostatni z udziałem niedawno zmarłego Jamesa Gandolfiniego (tutaj szef kasyna Doug Manny). Pierwsze skrzypce gra jednak tutaj Steve Carell, który jest naprawdę niezłym aktorem. Tutaj gra samolubnego magika, który jest już znużony swoją fuchą i jest średni. Tutaj najbardziej błyszczy (o dziwo) Jim Carrey w roli magika-masochisty Graya – facet przegina i jedzie po bandzie, ale potrafi rozśmieszyć, a o to przecież w komedii chodzi. Reszta też daje radę ze szczególnym wskazaniem na Steve’a Buscemi (Anton Marvelton) i Alana Arkina (legendarny Rance Halloway), którzy wnoszą lekkość i odrobinę magii.
Sam film może nie jest specjalnie zaskakujący, humoru też nie ma zbyt wiele, a potencjał był dużo większy. Czy ten film mógłby być lepszy? Tak. Czy żałuje czasu? Trochę tak. Ale obejrzeć nie zaszkodzi. Może pojawi się dzięki temu kolejny magik? Will see.
5/10
Radosław Ostrowski
