Andrzej i Krystyna są małżeństwem. Poznajemy ich, gdy jadą samochodem do przystani, by wypłynąć łódką na jeziorze. Po drodze zabierają młodego autostopowicza i we trójkę wypływają. Między mężczyznami dochodzi do rywalizacji.

Każdy reżyser chciał zacząć swoją karierę od wysokiego C. Roman Polański w 1961 roku dostał taką szansę i nakręcił swój pełnometrażowy debiut. „Nóż w wodzie” to psychologiczny dramat pokazujący grę między starszym, statecznym Andrzej a młodym zbuntowanym chłopakiem. Obaj powoli będą zdejmować swoje maski, próbując dowieść kto jest lepszy, wobec kobiety będącej świadkiem i obserwatorem. Doprowadza to do tragedii (przynajmniej tak się nam wydaje) i kończy się upokorzeniem. Polański tutaj krytykuje konsumpcyjny styl życia, polegający na pozerstwie i posiadaniu. Całość toczy się w jednym miejscu (łódka), dialogi są bardzo oszczędne, ale i nie pozbawione odrobiny ironicznego humoru (to zasługa Jerzego Skolimowskiego), co pomaga w budowie dość specyficznego klimatu. Świetne zdjęcia i jazzująca muzyka Krzysztofa Komedy współtworzą klimat tej gry.

Drugą mocną stroną są role Leona Niemczyka i Zygmunta Malanowicza, mówiącego głosem Polańskiego. Obaj panowie to w zasadzie jedna i ta sama postać. Andrzej jest cynicznym kabotynem, który upokarza chłopaka i wykorzystuje go. Młodzian jest najpierw zafascynowany Andrzejem, ale gdy jest przez niego upokarzany, zaczyna się buntować, próbuje walczyć. Podchody tych panów są obserwowane przez atrakcyjną Jolantę Umycką, która pozostaje lekko w cieniu obu panów.
Choć ta tematyka była wykorzystywana w kinie wielokrotnie (m.in. „American Beauty”), debiut Polańskiego nadal jest interesującą propozycją. Wymaga on odrobiny skupienia i wnikliwszej obserwacji, ale odpłaca to z nawiązką.
7,5/10
Radosław Ostrowski
