Carol razem z siostrą Helen mieszkają w Londynie. Pierwsza pracuje jako manicurzystka, druga zaś romansuje z żonatym facetem. Kiedy Helen wyjeżdża, pozostawiona sama sobie kobieta coraz bardziej traci kontakt z rzeczywistością.

Po opuszczeniu Polski na skutek „Noża w wodzie”, Roman Polański przyjechał do Londynu i tam stworzył film, który całkiem nieźle się trzyma do dzisiejszego dnia. Reżyser bardzo wnikliwie obserwuje obłęd kobiety, redukując dialogi do minimum i stawiając przede wszystkim na warstwę wizualną. Świetne czarno-białe zdjęcia, w których opanowano oświetlenie i różne odcienie szarości budują klimat alienacji i osaczenia, okraszając to wszystko sporą dawką surrealizmu (pękające ściany w mieszkaniu, dotykające ją zza ścian męskie dłonie czy zbliżające się ściany). Choć od początku podejrzewamy, że coś z Carol jest nie tak, to dopiero finał ostatecznie rozwiewa nasze wątpliwości. Dodatkowo jeszcze bardzo jazzująca muzyka oraz warstwa dźwiękowa potęgują tą szaloną atmosferę. Choć „Wstręt” może wydawać się odrobinę przerysowany i przesadzony, zaś podobną tematykę prezentowano jeszcze parokrotnie, to jednak pozostaje dobrym filmem potwierdzającym talent Polańskiego. Cóż, takie są losy pionierów.

Trudno jednak zignorować tutaj Catherine Deneuve, grającą obłąkaną Carol. Na początku sprawia wrażenie zgaszonej, skrytej kobiety. Ale im dalej w las, tym bardziej zaczyna zachowywać się dziwaczniej (prasowanie żelazkiem nie podłączonym do gniazdka), doprowadzając do tragicznego finału. Aktorka wybroniła się i dobrze się ją ogląda.
„Wstręt” nadal pozostaje ciekawym i interesującym portretem schizofrenii, co potwierdzili sami psychiatrzy. A jak oni uważają film za wiarygodny, to chyba coś w tym jest.
6,5/10
Radosław Ostrowski
