Marillion – Misplaced Childhood

Misplaced_Childhood

Minął kolejny rok. Zespół Marillion już cieszył się estymą i sporym gronem wielbicieli, jednak nie należał do zbyt popularnych zespołów w Brytanii. Ta płyta stała się punktem zwrotnym w dorobku tej kapeli.

Tym razem obyło się bez zmian personalnych, zaś produkcją tym razem zajął się Chris Kimsey, znany ze współpracy m.in. z Emerson, Lake & Palmer, The Cult czy Peterem Framptonem. Jest to też pierwszy concept-album w dorobku Fisha i spółki, co można zauważyć nie tylko w płynnym przechodzeniu z utworu na utwór, ale też treści mówiącej o dzieciństwie i konfrontacji z dorosłym życiem. „Misplaced Childhood” bardziej idzie tu w stronę prostego rocka z popowym sznytem, przebojowości i melodyjności nad finezją. I będzie miał rację, ale siła tej prostoty jest wręcz porażająca. Poza tym, o czym często się zapomina progresywny oznacza postępujący, zmienny i dążący do ewolucji.  Album ten można podzielić na dwie części: pierwsza bardziej melancholijna, druga bardziej rockowa i buntownicza.

W pierwszej klawisze są bardzo delikatne, wręcz smutne, zaś początek jest to nierozerwalna całość tworzona przez krótki „Pseudo Silk Kimono” oraz dwa wielkie hity: „Kayleigh” z pamiętnym riffem Rothery’ego i „Lavender” z pięknym fortepianowym wstępem. Jedna ta atmosfera staje się mroczniejsza dzięki „Bitter Suite” – prawie 8-minutowym kolosie, który jest już stricte progresywnym utworem -zmiana tempa, atmosfery, siły instrumentów, długi riff gitary, mocniejsza perkusja i spokojny, recytujący głos na początku, zaś na koniec tej części dostajemy chwytliwy „Heart of Lothian” z bardzo stonowanym zakończeniem.

Druga część albumu to na początku „Waterhol (Expresso Bongo)” z mroczną gitarą, orientalnymi klawiszami i szybką perkusją. Równie szybkie jest „Lords of the Backstage” z cymbałkami i spokojniejszą gitarą skontrastowaną z ekspresyjnym wokalem Fisha. A po tym drugi kolos „Blind Curve”, który jest najmroczniejszym utworem z tej płyty – wybaczcie, ale nie jest w stanie opowiedzieć tego, co się dzieje na tym albumie. Ale po tym pojawia się pewna nadzieja – obydwa melodyjne i dynamiczne „Childhood’s End?” oraz „While Feather” są dużo jaśniejszymi utworami, pełnymi silnej energii ukrytej w prostym graniu.

Tekstowo Fish opowiada o utraconym dzieciństwie, niespełnionej miłości, rozczarowaniu światem pełnym przemocy i okrucieństwa co najdobitniej pokazuje „Blind Curve”, gdzie pada taka fraza:

Widzę czarne flagi na fabrykach
Kobiety pięknie mieszające zupę na ustach biedy
Widzę dzieci gapiące się z wyłupionymi oczami
Przeznaczone do gwałtu w wąskich uliczkach
Czy kogokolwiek obchodzi, że nie zniosę tego więcej!

Jednak mimo tego wszystkiemu, bohaterowi udaje się zachować pewną niewinność i pozostać w zgodzie z samym sobą, co słychać w finałowym „White Feather”.

Nic dziwnego, że to ta płyta była przełomem w dorobku Marilliona, który zaczął trafiać na listy przebojów. Jednak mimo pozornej lekkości dźwięków, nadal teksty dotykają poważnych spraw i pozostaje poruszającym albumem. Takie właśnie płyty stają się Wiecznie Żywymi Klasykami.

10/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

 

Dodaj komentarz