

11 września 2001 r. – ten dzień zmienił oblicze świata. Nikt nie spodziewał się, że dojdzie do jakiegoś zamachu terrorystycznego na terenie USA, politycznego i gospodarczego mocarstwa. I że wieże World Trade Center. Jednym z pierwszych filmów opisujących to miasto po zamachu jest „25. godzina” Spike’a Lee. Reżyser wykorzystuje do tego historię dilera narkotykowego (życiowa rola Edwarda Nortona), który spędza ostatni dzień na wolności przed długą odsiadką. Wspomina dawne czasy, próbuje ustalić kto go zdradził i zastanawia się co zrobić.

Ta elegia nad straconym życiem, musi mieć odpowiedni podkład muzyczny. A za ten odpowiada Terence Blanchard – nadworny kompozytor Spike’a Lee. I teoretycznie ten album powinien wynudzić, bo w zasadzie to jeden i ten sam temat – bardzo smutny, wręcz elegijny. Jednak siła tego tematu jest porażająca, a kompozytor tak sprytnie aranżuje, że robi to wrażenie i nie ma tu miejsca na nudę. Bywa ona podniosła („Open Title” – z poruszającymi smyczkami i żeńską wokalizą), skręcająca w jazz (kapitalna druga połowa „Fu Montage”, gdzie do skrzypiec dochodzą kotły i fortepian czy „Playground”) czy idąca w stronę orientu („Brogan’s Bar” czy będący hołdem dla miasta „Ground Zero” z fantastycznymi wokalizami i zapętlającymi się smyczkami pod koniec). Zdarzają się też momenty złagodzenia brzmienia jak w „Bridge” (flety), „Sleeping Is Naturelle” (piękny fortepian) i „Jake’s Happiness” (plumkające smyczki). Ale i tak najlepsze zostawił kompozytor w finale – ponad 10-minutowej suicie („25th Hour Finale”), która podsumowuje całą ścieżkę.
W samym filmie muzyka jest bardziej w tle, współtworząc lekko refleksyjno-nostalgiczny klimat. Jest elegancko, ale i z masą emocji, które są do wychwycenia nawet poza filmem. Ta ścieżka brzmi rewelacyjnie i trochę szkoda, że nie została w pełni doceniona (tylko nominacja do Złotego Globu).
Blanchard popełnił nie zawaham się użyć tego określenia wybitną pracę i udowodnił, jak wiele można wycisnąć mając tylko jeden temat. A w dzisiejszym dniu „25. godzina” brzmi po prostu wyjątkowo. Zarówno film i muzyka z niego to pozycja obowiązkowa dla każdego szanującego się kinomana i melomana. I tyle.
10/10 + znak jakości
