M jak morderstwo

Londyn. Tam mieszka małżeństwo Wendice – spokojne, stabilne i szczęśliwe (pozornie). Bo prawda jest taka, że pani Wendice zdradza swojego męża z amerykańskim pisarzem Markiem Hallidayem. Mąż to odkrywa i planuje popełnienie zbrodni doskonałej – wynajmuje starego znajomego, by zabił jego żonę. Ale plan bierze w łeb, gdyż kobieta zabija napastnika.

m_jak_morderstwo1

Jeśli oglądamy film Alfreda Hitchcocka, to na 90% będziemy mieli do czynienia z kryminałem, albo historią z kryminalnym/szpiegowskim wątkiem. Adaptacja sztuki teatralnej Fredericka Knotta pokazał, tak jak „Lina” jak stworzyć trzymające w napięciu kino, mając do dyspozycji małą przestrzeń i kilku aktorów. I to na kilka lat przez „12 gniewnymi ludźmi” Lumeta. Intryga jest tutaj budowana bardzo precyzyjnie – nie brakuje kilku wolt, a napięcie mimo „rozgryzienia” sprawy nie opada (śledztwo). Kilka ujęć (plan Wendice’a opowiedziany Swanowi czy proces pani Wendice) to małe perełki. Jak zawsze zdjęcia i montaż współtworzą atmosferę i wspierają całą opowieść, która wciąga, zmusza do myślenia i nadal przykuwa uwagę mimo lat (co jest sporą zasługą reżysera oraz świetnych dialogów).

Drugą mocną stroną (umówmy się, ten film nie ma słabszych stron) jest gra aktorska, która jest po prostu wyborna. I nie ma w tym przesady. Najbardziej tutaj błyszczy Ray Millard. Pan Wendice w jego wykonaniu to bardzo spokojny i opanowany człowiek, który tak naprawdę jest sprytnym i podstępnym człowiekiem. Jego plan zbrodni doskonałej poraża wyrachowaniem i elastycznością. Z kolei Grace Kelly jako niewierna żona również wypada bez zarzutu, tak jak partnerujący jej Robert Cummings, czyli Mark Halliday. Ale wszystko nabiera rumieńców z pojawieniem się inspektora Hubbarda (kapitalny John Williams – nie mylić z kompozytorem Johnem Williamsem) – śledczego, który pozornie wydaje się typowym gliniarzem. Ale finał należy do niego.

m_jak_morderstwo2

Od pewnego czasu zauważam wysoką formę Hitchcocka, która ciągle się go trzyma i odejść nie chce. „M jak morderstwo” tylko potwierdza tą formę. Może nie jest to tak popularny film jak „Psychoza” czy „Północ-północny zachód”, ale nie jest gorszy od nich.

8/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz