Okno na podwórze

L.B. Jeffries zwany Jeffem jest zawodowym fotografem, który z powodu złamanej nogi ma przymusową przerwę w pracy. W tym czasie podgląda sąsiadów znad przeciwka w ten sposób zabijając nudę i monotonię. Aż do chwili, gdy widzi nietypowe zachowanie Larsa Thorwalda, który nagle wieczorem wychodzi z domu. Mężczyzna podejrzewa, że sąsiad zabił swoją żonę.

„Okno na podwórze” jest uznawane za arcydzieło w dorobku Alfreda Hitchcocka. Ja jednak jestem daleki od entuzjazmu. Sama intryga jest dość prosta i oczywista, zaś pomysł na bohatera uziemionego, który jest podglądaczem jest pomysłowe. Jednak dla mnie znacznie ciekawszy był wątek obyczajowy, gdzie Jeff nie chce się ożenić z bardzo atrakcyjną modelką Lisą Fremont. Tutaj bardziej było wyczuwalne napięcie (no i w samym finale), w dodatku naszpikowane ironicznymi dialogami. Technicznie trudno się do czegokolwiek przyczepić, ale obserwowanie przez okno sąsiadów przestało być interesujące.

okno

Zaś od strony aktorskiej film prezentuje się naprawdę dobrze. James Stewart (ulubieniec Hitcha) po raz kolejny przykuwa uwagę. Znudzony, samotny Jeffries to facet, który potrzebuje mocnych wrażeń i adrenaliny, nie potrafi siebie wyobrazić w roli ustatkowanego męża, zaś swoją dziewczynę uważa za zbyt idealną dla siebie. Partneruje mu Grace Kelly i jest po prostu zjawiskowa. Piękna, ale jednocześnie niepozbawiona sprytu, wierzy Jeffowi na słowo, zaś zakończenie pokazuje, że chyba się zeszli ze sobą. Poza nimi wyróżniają się Thelma Ritter (opiekuńcza Stella) oraz Wendell Corey (porucznik Doyle, trzeźwo myślący).

Sama intryga kryminalna tutaj była za prosta i oczywista, jednak o dziwo całość wypada dobrze. Ja jednak liczyłem na coś innego i bardziej interesującego. To po prostu dobry film i tyle.

7/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz