Raz Dwa Trzy – Cztery

Cztery

Dwie poprzednie płyty zielonogórskiej grupy skupiły uwagę i przyniosły uznanie. Brakowało zespołowi jedynie popularności i szerszego grona odbiorców. To przyniósł im trzeci album, który dla zmyłki nazwano „Cztery”, na który trzeba było czekać zaledwie rok.

Więc co się zmieniło? Producent, którym został tym razem Wojciech Waglewski i to słychać, ale to nie jest nowe Voo Voo. Jednak zespół odszedł z jazzowego grania i poszedł w stronę bardziej melodyjnej muzyki. Gitara Adama Nowaka gra żwawiej i dynamiczniej, za to do instrumentarium dołączył akordeon. I jest to też pierwszy album z czymś, co można nazwać przebojami, a jednocześnie całość jest bardzo spójna i zwarta. W zasadzie każdy utwór ma potencjał na hit: „W wielkim mieście”, „Żyjemy w kraju”, czy „Nikt nikogo (i tak warto żyć)” – to najbardziej znane kawałki z tej płyty. Nie zabrakło charakterystycznych dla grupy instrumentalnych „policjantów” („P.w.p.p.f.”, czyli Policjanci w Paryżu pchają furgonetkę), są jeszcze marszowe „Czekam i wiem”, bardzo szybkie „Złote zęby” z kongami i perkusją w tle oraz wibrafonem, delikatne „Pod niebem”, bardzo atrakcyjna „Różana aleja” (wibrafon i piękne solo gitarowe) czy idący w stronę reggae „A poza tym”. Słabszych melodii tu nie ma, wszystko jest kapitalne i po latach broni się wszystkim.

Nowak też jest bardziej wyrazisty, zaś jego teksty nadal lawirują między poetyckością, zabawą i filozoficzną refleksję.

I w zasadzie „Cztery” to coś, co można nazwać kamieniem milowym polskiej muzyki. Kapitalne melodie, silna osobowość Nowaka, bardzo interesujące teksty złożyły się na, nie zawaham się użyć tego słowa, arcydzieło. Najlepszy album zespołu lat 90.

10/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski


Dodaj komentarz