

Modne jest ostanie rockowe granie w stylistyce lat 70-tych I 80-tych, zwłaszcza wśród młodych zespołów. Teraz pojawili się młodzi muzycy, którzy pochodzą z miasta Austin w Teksasie, a są to: Aryn Jonathan Black (wokal), Christopher Jay Cowart (gitara prowadząca, wokal), Tom „The Mole” Frank (gitara rytmiczna), Shaun Avants (gitara basowa) i Shawn Alvear (perkusja). I zamiast jak na Teksańczyków przystało grać country czy delikatnego rocka, chcą być drugim Led Zeppelin. Ale czy będą w stanie udźwignąć ciężar mierzenia się z legendą? Na razie wydali debiutancki album, który brzmi znakomicie.
Debiut nazwany po prostu „Scorpion Child” wydany przez Nuclear Blast ma to, co w starym hard rockowym graniu być powinno: ciężkie brzmienie, ostre riffy zmieszane z melodyjnością i psychodelią. Tu słychać mocne inspiracje Led Zeppelin, od których nie da się uciec (otwierający „Kings Highway” czy „The Secret Spot”), co nie jest tutaj wadą. Mocne riffy gitar, surowe brzmienie czy popisująca się perkusja, która pędzi na złamanie karku (wystrzałowy „Polygon of Eyes”), zaś mocny wokal Aryna Blacka bardzo przypomina Roberta Planta. Tempo też jest różnorodne, zaś muzycy naprawdę pokazują swoje umiejętności (chwytliwy bas w „Liquir” czy perkusja w co drugim numerze). Jednak w połowie płyta nie trzyma tak za mocno w gardło (średnia ballada „Antioch” i za długie „Red Blood”), ale jest kilka mocnych numerów i ciekawych patentów (chórek i gitara w „In the Arms of Ecstasy” czy piekielnie szybki „Paradigm” z lekka orientalną gitarą).
Niby nie jest to nic zaskakującego, ale kopa i energię to ma potężną. Trzeba będzie się uważnie rozglądać za tym zespołem, bo kto wie co zrobią dalej.
8,5/10
Radosław Ostrowski
