

Fani progresywnych brzmień znają Ian Andersona – wokalistę oraz multiinstrumentalisty zespołu Jethro Tull. Jednak Szkot już od dłuższego czasu gra solo. Ale czy jest nadal w dobrej formie? Na to pytanie może odpowiedzieć „Homo Erraticus”.
Andersonowi udało się zebrać grupę naprawdę zdolnych muzyków, m.in. znany z Jethro Tull basistę Davida Goodiera i klawiszowca Johna O’Harę, a także perkusistę Scotta Hammonda i gitarzystę Floriana Opahle’a, zaś producentem był Jakko Jaszczyk, gitarzysta King Crimson. Słychać tutaj wpływy progresywne zmieszane z folkiem – to tak w skrócie. Nie mogło zabraknąć obowiązkowego fletu współgrającego razem z gitarą elektryczną („Enter the Uninvaited”), organów Hammonda (najdłuższy, prawie 7-minutowy „Pure Ferox Adventus” ze świetną grą gitary) oraz oczywiście gitary elektrycznej. Niby mamy rok 2014, a tak naprawdę cofamy się do lat 70-tych. I nie brzmi to w żaden sposób sztucznie, a zdarza się wiele interesujących kompozycji jak utrzymana w formie kołysanki „Meliora Sequmor” z pozytywkową melodią w połowie zastąpiona przez organy czy pachnącą „marynarskimi” klimatami (dzięki akordeonowi) dynamiczny „The Turnpike Inn” oraz „The Engineer”. Jednak większość to krótkie (3-4 minuty) piosenki, które są w zasadzie dość do siebie podobne, choć zdarzają się też nietypowe melodie (akustyczne „Heavy Metals” czy instrumentalne „Tripudium Ad Bellum”.
Nie zmienia to jednak dwóch spraw. Po pierwsze, lekko starszawy i spokojniejszy głos Iana Andersona prezentuje się naprawdę dobrze, po drugie słucha się dobrze i zaskakująco przyjemnie. Pewnie pod warunkiem, że nie zna się dorobku Jethro Tull lub poprzednich płyt Iana Andersona. Może dzięki temu młodsi sięgną po poprzednie dokonania? Will see.
7/10
Radosław Ostrowski
