

Po dłuższej przerwie Asia wróciła w pierwotnym składzie odcinając się totalnie od tego, co się działo w latach 90. Powrót w czteroosobowym, pierwotnym okazał się strzałem w dziesiątka, a płyta „Phoenix” przywróciła ich do łask. A jak wiadomo, trzeba iść za ciosem i po dwóch latach wyszedł następny album.
Tym razem dla wytwórni Frontline Records i pod okiem producenta Mike’a Paxmana, który współpracował m.in. z zespołami Status Quo i Uriah Heep. Czy coś się brzmieniowo zmieniło? Nie. Nadal to głównie dynamiczne rockowe granie, okraszone progresywnymi sztuczkami, co potwierdza już otwierająca całość “Finger on the Trigger”. Ale Asia to nie tylko dynamiczne hiciory do podbijania radiowych stacji, każdy z członków świetnie gra na swoim instrumencie i wokal Wettona jest naprawdę dobry. Problem jednak polega na jednym, ale poważnym drobiazgu: nic nowego tutaj nie ma i powoli czuć z tego powodu pewne znużenie. A ballady, choć dość spokojne („Ever Yours” z ładną gitarą akustyczną), działały dość usypiająco, choć zdarzają się pewne drobne momenty przyjemności (fortepian, smyczki oraz solówka Howe’a w „Listen, Children” czy lekko bluesowe „Emily”), jednak trzeba przyznać, że to naprawdę solidnie zrobiona płyta. Jednak muszę się przyznać, że „Phoenix” bardziej na mnie podziałał. Ale „Omega” tez jest całkiem niezła.
7/10
Radosław Ostrowski
