Agnieszka Świta – Sleepness

Sleepless

Kojarzycie taką grupę Caamora? Nie szkodzi. To projekt grający progresywne dźwięki stworzony przez Clive’a Nolana oraz Agnieszkę Świtę. Do tej pory duet zrobił jedną operę („She”), jeden musical oraz multum tras koncertowych. Mieszkająca w Wielkiej Brytanii Polska zdecydowała się wydać solowy album, który mnie zaintrygował.

Do realizacji wokalistka ściągnęła najlepszych brytyjskich muzyków progresywno-metalowych: klawiszowca Clive’a Nolana (na co dzień gra w Pendragon), basistę Andy’ego Faulknera (Jump), gitarzystę Steve’a Harrisa (Ark) oraz perkusistę Dave’a Mackintosha (Dragon Force). I to słychać, że są to profesjonaliści w każdym calu. Gitara jest tutaj naprawdę mocna i ostra, klawisze tworza odrealniony klimat, a sekcja rytmiczna też daje do pieca ile wlezie. Słychac to mocno w trzyczęściowym „Cosmo”, ale są też małe perełki jak wstęp gitarowy (akustyczny) w „Borderland”, gdzie klawisze imitują najpierw smyczki, a potem nabierają… kosmicznego kolorytu, metalowa gitara w „Trapped”, płacząca gitara  i zgrana z organami w „Scarlet”. Każdy utwór bardziej lub mniej, ale porywa.

A jeśli dodamy do tego potężny i miejscami anielski głos samej Agnieszki, to efekt jest wręcz miażdżący. „Sleepness”, choć nie wymyśla niczego nowego, jest bardzo zgrabną i poruszającą muzyką, która skręca trochę w gotyk, metal, progresję. I to świetnie ze sobą współgra.

8/10

Dodaj komentarz