

Zdarzają się co roku płyty, które zdobywają uznanie ludzi pióra i pewnej wąskiej grupy odbiorców, ale popadają w zapomnienie i nie przebijają się do szerszego grona. Pewnie wiele osób widząc to nazwisko, nie wie o kim mowa. Ja też nie wiedziałem, ale jak podaje jej strona internetowa – wygrywała konkursy piosenki autorskiej i poezji śpiewanej, ukończyła teatrologię na UJ, zrobiła spektakl teatralny. A w zeszłym roku wydała debiutancką płytę, za którą produkcję odpowiadał współpracujący z duetem Dagadana Błażej Domański.
I „W oddali” to barwna mieszanka etnicznych dźwięków z klasycznymi oraz elektronicznymi. Efekt jest piorunujący: muzyka jednocześnie intymna, kameralna, bardzo taka – brakuje mi słowa – wręcz otaczająca dookoła niemal każdym dźwiękiem, ale nie doprowadzająca do osaczenia i przygniecenia. Akustyczne dźwięki nagle nabierają przestrzeni szerokiej i ogromnej. W zasadzie każdy utwór potrafi przykuć uwagę i porwać – czy to pojedynczym instrumentem (akustyczna gitara w „Kołysance na pożegnanie” zakończonej mocnym wejściem gitary elektrycznej, partia smyczkowa w „W bruku” z ładnym wstępem czy indyjskie cymbały zwane santurem kończące „Epilog – Aram”), aranżacją i prostotą (delikatne i nakładające się gitary w „Wietrze”, gdzie słyszymy wokalizy Karoliny, mocno pachnące Orientem czy gra gitar i smyczków – zwłaszcza w ostatniej minucie – w „Moje smutki, moje żale”), albo troszkę mroczniejszy posmak („Strach spadania” z bębnami oraz poruszającymi dźwiękami skrzypiec). Ale to wszystko jest jednocześnie bardzo piękne, poruszające i bardzo tajemnicze.
Sam głos Karoliny jest czymś, co wydaje się normalne w Indiach – przeciągnięte wokalizy, które są stonowane i ekspresyjne jednocześnie, w dodatku każde słowo jest zrozumiałe i klarowne. Ewenement po prostu.
„W oddali” przypominało mi teatralny spektakl na wysokim poziomie. Muzycy i instrumentaliści tworzą niezwykłe rzeczy, jedyna aktorka na scenie uwodzi nieprzeciętnym sposobem śpiewania oraz barwą głosu, a poetyckie teksty tylko podkreślają niezwykłość tego albumu. Jeśli jakimś cudem zauważycie ten tytuł, nawet się nie zastanawiajcie. Ciekawe, czy pani Skrzyńska jeszcze przypomni o sobie nam wszystkim?
9/10 + znak jakości
Radosław Ostrowski
https://soundcloud.com/karolina-skrzynska/ko-ysanka-na-poz-egnanie
