

Coraz bardziej staje się widoczny trend mieszania różnych gatunków. W Polsce taką grupą jest Wu-Hae, kierowana przez Bzyka i Guzika, gdzie jest mieszanka rocka, elektroniki, alternatywy i nawet hip-hopu. W zeszłym roku wydali album, który dostał bardzo ostro potraktowany przez fanów jak i krytykę. Czy zasłużenie?
Tym razem ekipa postanowiła wziąć się za wiersze poetów przeklętych jak Andrzej Bursa, Rafał Wojaczek czy Stanisław Grochowiak. I nie ma co się oszukiwać, jest to ponura płyta tak jak ponure są teksty. Nawet jeśli pojawiają się liryczne fragmenty (pianistyczne „Dwoje”), to one są tylko małym światełkiem w tunelu. A i stylistycznie też jest rozrzut: od agresywnego punka („Zrób to!”, „Nie ma miecza”) przez delikatne reggae („Fiński nóż”) po imitację Kultu („Modlitwa bohaterów” czy „Od pleców” z agresywnym saksofonem i gitarą). Po pewnym czasie jednak gitarowe popisy mogą wielu znużyć, choć nie brakuje tutaj poruszających fragmentów jak „Księżyc” czy pachnące new wave „Kontrola”. Teksty pełnych makabreski („trupy na płozy pokładli”) oraz bardzo trafnych metafor stanowiących trafną obserwację naszej rzeczywistości („Modlitwa bohaterów” czy „Zrób to!”) w połączeniu z ekspresyjnymi głosami obu frontmanów tworzą całkiem niezłą mieszankę, którą dobrze się słucha.
Jedno to było trochę za mało i doprowadziło do rozpadu grupy. Choć doszło do przetasowania składu oraz reaktywacji. Pytanie tylko czy dadzą radę i wrócą w chwale.
7/10
Radosław Ostrowski
