Counting Crows – Somewhere Under Wonderland

Somewhere_Under_Wonderland

Rozgłos i nieśmiertelność przyniósł im utwór “Mr Jones”, ale to było w latach 90. Przypomnieli o swojej obecności hitem „Accidentally in Love”, po drodze nagrywając płyty. Kierowana przez Adama Duritza grupa Counting Crows właśnie przypomniała o sobie nowym albumem nr 7. Czy coś z niego mocniej zapadnie w pamięć?

Chyba tak, choć jest to nadal dość delikatny rock. A otwierający całość „Palisades Park” (wstęp pianistyczno-trąbkowy) trwa 8 minut, gdzie w środku dominuje fortepian. Dalej jest – no właśnie. Niby jest różnorodnie, nie brakuje dynamicznego grania („Dislocation” czy skoczny „Scarecrow”), odrobiny akustyki („God of Ocean Tides”), jednak problem w tym, że całość wpłynęła po mnie jak po kaczce. Trudno odmówić różnorodności, pazura („Elvis Went to Hollywood” z elektroniką pod koniec) czy folkowego zacięcia nawet (spokojne „Cover Up the Sun” z ładnym fortepianem). Ładnie to jest zaśpiewane, zagrane też w porządku, tylko nic nie zostaje w głowie. Fani to kupią i dla nich jest dostępna wersja deluxe z dwoma utworami w wersji demo.

6/10

Radosław Ostrowski


Dodaj komentarz