

Ten album powstawał w ciągu trzech lat, a ta dziewczyna dowiodła, że upór I determinacja są w stanie zrobić wszystko. I tak powstał koncept album „Sparks”, gdzie dźwięki do utworów wysłali… fani. Efekt?
Wokalistka na swoim czwartym albumie bawi się muzyką, czasami serwując taką mieszankę i natłok (pianistyczne i wielogłosowe „You Know Where to Find Me”), czasem naprawdę dziwaczne elektroniczne plątaniny przerywanej smyczkami („Entanglement”), ale i tak największym zaskoczeniem był beatbox („The Listening Chair”) czy etniczne elementy (orientalne „Cycle Song” czy „Minds Without Fear” z męskimi wokalizami). Zróżnicowanie brzmienia jest tak ogromne, że można odnieść wrażenie przesytu i nadmiaru. A dodatkowo przewija się takie nietypowe dźwięki jak zapalana zapałka, „buczenie” czy jadącego roweru, choć nie maja one dużego wpływu na brzmienie całości. I muszę przyznać, że całość trzyma wysoki poziom, choć nie wszystko mnie do siebie przekonało (vocoder w „Neglecated Space”, dźwiękowe „Entanglement” czy instrumeltanle „Climb to Sakteng”).
Mimo pewnego przesytu, nie brakuje tutaj perełek (popowe „Breathe”, taneczne „Run-Time” czy „You Know Where to Find Me”), a sam wokal Heap jest nieprawdopodobnie porażający. I powiem wam, że takiego pomieszania z poplątaniem to jeszcze dawno nie słyszałem. A jeśli jesteście wielkimi fanami Imogen, to weźcie od razu wesję deluxe „Sparks” z drugą płytą zawierająca utwory w wersjach instrumentalnych. W innym przypadku, pogubicie się w tym dźwiękowym labiryncie.
7,5/10
Radosław Ostrowski
