Jamie Cullum – Interlude

Interlude

Ten 35-letni Anglik jest jednym z najpopularniejszych wokalistów jazzowych. I po zaledwie rocznej przerwie postanowił o sobie przypomnieć. Czy „Interlude” może czymkolwiek zaskoczyć?

Jest klasycznie elegancko, ze wsparciem zespołu (silnie zaakcentowane trąbki i fortepian), a delikatny głos Jamiego sprawia jakbyśmy cofnęli się w czasie o jakieś 50 lat. Nie brakuje tutaj zarówno żywszych numerów (swingujący „Don’t You Move” czy „The Seer’s Tower” z zapętlonym fortepianem oraz smyczkami), bardziej stonowanych i nastrojowych („Good Morning Heartache” – duet z Laurą Mvulą czy „Don’t Let Me Be Misunderstood” z Gregorym Porterem), a prostota brzmienia działa tutaj na korzyść Anglika. Wystarczy wspomnieć „Lovesick Blues” (fantastyczne dęciaki), bardziej wyciszone „Make Someone Happy” czy  lekkie „Walkin’”. Standardy te brzmią elegancko, aranżacja jest porządna, a głos Culluma na tyle interesujący, by skupić uwagę na dłużej. I co ja będę mówił więcej? To po prostu uczciwie dobra płyta dla fanów jazzowych klimatów.

7/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz