
Ten amerykański rockman działa już od 15 lat. Tym razem zrobił sobie pięcioletnią przerwę i powraca z kompletnie nowym i świeżym materiałem. Pytanie brzmi, co tym razem nam zaproponuje?
Zaczyna się przygnębiająco – w „The Dreamers” wybija się bardzo smutny fortepian, a w tle gra garażowa, chociaż łagodna gitara oraz współgrający, żeński wokal. Ale dalej już jest żywiołowo i dynamicznie: oszczędne aranżacyjnie „Addicted” z szybką grą gitary oraz perkusji, zadziorniejszy „Turn Up The Mains” z solówką saksofonu, bardziej bluesowa „Oh Sheena” (te Hammondy w tle!!) czy funkujące „Boots of Immigration”. Jak na każdej płycie, nie można tylko pędzić na złamanie karku i biec, więc muszą pojawić się chwile złapania oddechu. Takie są na pewno „She’s So Dangerous”, gdzie jest łagodny fortepian, mocna perkusja i garażowa gitara, pod koniec pokazująca swoje pazury, niemal folkowy „The Year That I Was Born” czy idący w podobny ton „Bent Up” (obowiązkowa harmonijka ustna). Garażowe i dość punkowe jest „Freeway”, lekko „pijackie” „She Don’t Love Me” ma dęciaki, ale to nie wszystkie atrakcje na tych 13 piosenkach.
Sam wokal Malina sprawdza się bardzo dobrze – niska, głęboka barwa miesza się z zadziornością współgrając nie tylko z muzyką, ale też i osobistymi tekstami. Ciekawa i intrygująca płyta rockowa, w której każdy powinien znaleźć coś dla siebie.
7,5/10
Radosław Ostrowski
