Śmiertelnie proste

Zaczyna się klasycznie – właściciel baru Julien Marty wynajmuje prywatnego detektywa, by śledził jego żonę. Odkrywa on, że żona Marty’ego ma kochanka – kolegę z baru, Raya. Mężczyzna jeszcze raz wynajmuje detektywa, żeby zgasić ogień w majtkach swojej żony oraz jej gacha.

smiertelnie_proste1

Debiut braci Coen wydaje się niczym typowym w ich dorobku wpisując się w nurt kryminału, gdzie prosty plan musi się rozsypać, a działanie jednego człowieka wywołuje poważne perturbacje w życiu pozostałych. Początek – nie boję się użyć tego słowa – przebiega dość żmudnie i usypia bardziej niż jakakolwiek kołysanka. Dialogi są bardzo w stylu braci C., a mroczne zdjęcia Barry’ego Sonnenfelda bardziej niż z czarnym kryminałem, przypominał troszkę kino Davida Lyncha, balansującego na granicy rzeczywistości i snu. Tylko w ten sposób jestem w stanie wytłumaczyć irracjonalność zachowań bohaterów, a dokładniej jednego – Raya (irytujący John Getz). Pamiętajcie, jeśli znajdziecie swojego szefa martwego w barze/biurze/urzędzie (niepotrzebnie skreślić), najpierw weźcie pistolet, którym go zabito i schowajcie mu do kieszeni. A że będą tam wasze odciski palców i nie sprawdziliście, czy szef naprawdę nie żyję – to już jest inna kwestia. To akurat jest najskrajniejszy przykład idiotyzmu, a im dalej, tym głupiej – czasami miałem wrażenie, że detale gubiły się twórcom (zapalniczka schowana za rybami), a krwawy finał to jedyna scena trzymająca w napięciu do samego końca.

smiertelnie_proste2

Zdjęcia i muzyka potrafią zbudować klimat, jednak nudna fabuła oraz bardzo średnie aktorstwo działają odstraszająco. W tym ostatnim aspekcie broni się tylko M. Emmett Walsh (detektyw) ze swoimi powiedzonkami, kowbojskim kapeluszem, sprawiającym wrażenie niegroźnego i dowcipnego kolesia. W tej twarzy jednak pojawia się niebezpieczne spojrzenie, precyzyjnie działającego cwaniaka.

smiertelnie_proste3

„Śmiertelnie proste” miało być mocnym wejście, dzięki któremu Coenowie wybili się na szerokie wody. I było czymś takim, jednak z dzisiejszej perspektywy jest on dość archaiczny, a bardzo prosta i przewidywalna intryga działa bardzo nużąco. Po prostu następne filmy braciszków były dużo, dużo lepsze i ciekawsze od debiutu. Widziałem wersję reżyserską.

5/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz