Steve Hackett – Wolflight

Wolflight

Fani rockowego grania znają Steve’a Hacketta. Rozgłos przyniosła mu gra w zespole Genesis w latach 70-tych, zanim poszli w popowe brzmienia. Od dłuższego jednak czasu działa solowo i postanowił o sobie przypomnieć po wydaniu koncertowego „Genesis Revisited” z 2013 roku.

Przy „Wolflight” Hacketta wsparł niezawodny klawiszowiec Roger King (współproducent), otoczyli go doświadczeni muzycy (basista Nick Beggs, perkusiści Gary O’Toole i Hugo Dagenhardt oraz saksofonista Rob Townsend).  Zaczyna się od wycia wilków oraz mocnych uderzeń perkusji (instrumentalny „Out of the Body”), by potem pójść w etniczne klimaty. Tytułowy utwór to mieszanka akustycznej gitary, średniowiecznego klimatu (klawiszowe pomruki, piękne chórki, łkające smyczki i niebezpiecznie mroczna perkusja), do której dołącza klawesyn oraz gitarowe riffy – instrumentalny mostek między zwrotkami to prawdziwa perła. Bogatszy aranżacyjnie jest genialny „Love Song To a Vampire” (na basie gra zmarły dzisiaj Chris Squire) – akustyczny wstęp, chóralny śpiew, gitarowe wejście, brzmienie orkiestry. „The Wheel’s Tunnel” wprawia w osłupienie klawiszową melodią oraz aranżacja przypominającą… wędrowny cyrk (cymbałki, skoczne tempo) do momentu pojawienia się syren. Wtedy robi się mroczniej, słychać „tykanie”, płaczą skrzypce i ciągle zmienia się nastrój oraz tempo (podniosłe solo gitarowe, dziwaczna perkusja). Egzotyczne dźwięki oudu (turecka lutnia) i duduka (ormiański instrument dęty drewniany) współgrają ze smyczkami oraz klawiszami w „Corycian Fire” tworzy nieprawdopodobną, przestrzenną barwę (i potężnie brzmiący chór pod koniec).

Przerwą jest krótki, akustyczny „Earthshine”, gdzie Hackett popisuje się swoim talentem oraz szybką grą, która jest kontynuowana przez żywsze „Loving Sea” oraz dłuższe „Black Thunder”, gdzie dzieje się wszystko (lutnia, harmonijka, mocna, hardrockowa gitara oraz perkusja, przestrzenny chór), a „Dust and Dreams” czarują orientalnym basem oraz pięknymi smyczkami, by w połowie uderzyć mocnymi kotłami oraz poruszającym riffem, by płynnie dojść do finałowego „Heart Song”.

„Wolflight” chwyta za gardło i pokazuje na czym polega rock progresywny. Delikatny i ciepły głos Hacketta oraz jego gitarowa maestria plus kosmiczny klimat tworzą jedną z najlepszych płyt tego roku. Więcej nie trzeba pisać.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz