
Autor bloga Tocokocham.com pisząc o ostatniej płycie Mumford & Sons, nie pozostawił na niej suchej nitki. Natomiast na sam koniec polecił ten album osobom szukającym ambitnej muzyki folkowej. Wcześniej o zespole The Unthanks nie słyszałem, ale jak podaje ciotka Wikipedia jest to pięcioosobowa grupa pod wodzą sióstr Rachel i Becky Unthank, które śpiewają w niej, a „Mount the Air” to ósmy album Brytyjek.
Folk kojarzy się głównie z gitarą akustyczna albo banjo, jednak ten album nie do końca pasuje do tej szufladki. Otwierający całość ponad 10-minutowy utwór tytułowy zachwyca solówkami skrzypiec, trąbki, fortepianu, jazzującej perkusji. Dominuje tutaj melancholia, chociaż jest ona pełna uroku i magii jak w „Madam” z przepięknym wspólnym śpiewem sióstr, delikatnym fortepianem w „Died for Love”, spokojnymi klawiszami w „Flutter”. Ale pojawiają się też nietypowe dźwięki (odlatujące ptaki i coś jakby akordeon w „Magpie”), a zmiana klimatu pojawia się w drugim kolosie „Founding”, gdzie uwodzą dźwięki fortepianu, łagodnych skrzypiec, harfy grających długie solówki, łącznie z chwytającą za serce trąbką. I mimo iż każdy kawałek podobnie brzmi, słowo nuda i monotonia tutaj nie istnieje, bo tempo jest różnorodne, a całość nie traci swojej magii (delikatniutkie „Last Lullaby” to najlepszy utwór z tej płyty – najpiękniejsza kołysanka jaką słyszałem czy instrumentalny „For Dad”), w czym pomagają aranżacje oraz współgrające głosy sióstr.
„Mount the Air” rzeczywiście brzmi jak łyk świeżego powietrza w krainie folkowej, która osłabła po zmianie stylistycznej zespołu Mumford & Sons. Przyjemnie, łagodne, ciepłe brzmienie w sam raz na obecną pogodę.
8/10
Radosław Ostrowski
