
Pięcioosobowa ekipa z Kanady grająca reggae i ska wsławiła się dzięki graniu coverów. Do tej pory wydali pięć albumów, trzy EP-ki, a członkowie grupy poza śpiewaniem są też multiinstrumentalistami. Gianni Luminati, Sarah Blackwood, Ryan Marshall, Mike „Beard Guy” Taylor i Joel Cassidy działają już prawie 10 lat i wracają z nowym materiałem.
Zaczyna się od mocnego, popowego uderzenia pełnego syntezatorów, dęciaków oraz bardziej epickiego rozmachu („Rule the World”), jednak nie jest to muzyka aż tak plastikowa jak by się można tego spodziewać. To znaczy bywa plastikowa, jednak nie wywołuje ona irytacji. Nie brakuje zarówno pozytywnej energii (karaibskie „I’ll Be Waiting”), skrętów w folk (banjo w „Home We’ll Go”) czy nawet w szanty (utwór tytułowy), jednak dominuje tutaj popowe brzmienie okraszone czasami dęciakami. Chociaż gitara elektryczna tez się potrafi odezwać („Alright”). Jednych to wkurzy, innym się spodoba. Trudno się przyczepić do głosów, bo słychać zgranie i lekkość z jaką wykonywane są poszczególne utwory. Moim ulubionym z tego zestawu jest niemal akustyczne „We Got Love”.
Trudno mi się przyczepić do tej płyty, bo to solidne popowe granie na poziomie. Może nie idealnie czy jakieś wybitne, ale nie o to tu chodzi.
7/10
Radosław Ostrowski
