Nolan Mack jest niepozornym facetem, pracującym w banku prawie 26 lat. Żyję razem z żoną, ale w osobnych łóżkach, ojciec jest ciężko chory i mężczyzna wkrótce ma otrzymać awans. To monotonne życie zostaje zmienione, gdy podczas powrotu z domu opieki potrąca młodego chłopaka. Leo, bo tak ma na imię jest męską prostytutką i obydwu panów zaczyna coś łączyć.

Dito Montiel, zanim zaczął kręcić filmy, był muzykiem i pisarzem. Jednak jego filmy, poza debiutanckim „Wszyscy twoi święci” nie spotkały się z dobrym przyjęciem. „Boulevard” nie zmieni raczej tego stanu rzeczy, gdyż jest to dość spokojne kino obyczajowe. Samo w sobie nie jest to niczym złym, jednak sama historia jest mało interesująca. Opowieści o zakłamaniu i próbie weryfikacji swojego życia powstały setki (ostatnia, która mnie powaliła to „American Beauty”), a ten tytuł poza monotonnym i sennym tempem, nie serwuje niczego nowego. Spotkania Nolana z Leo są dość przewidywalne, a same dialogi o niczym zwyczajnie nudzą.

Jedynym haczykiem i plusem tego filmu jest świetna, wyciszona rola Robina Williamsa, który pokazuje i potwierdza, że potrafi grać także role dramatyczne. To była jedna z ostatnich kreacji zmarłego w zeszłym roku aktora. Ale nawet on nie jest w stanie uratować i obronić tego filmu do końca. Coś w tym filmie nie zagrało, jednak co – tego nikt nie wie.
5/10
Radosław Ostrowski
