
Trzy lata temu, ten chłopak okazał się największym objawieniem polskiej sceny muzycznej. Dawid Podsiadło od tej chwili stał się jednym z rozchwytywanych nazwisk polskiej sceny muzycznej i było tylko kwestią czasu, gdy wróci z nowym materiałem. Tak się stało w roku 2015, gdy znów wsparty przez producenta Bogdana Kondrackiego, pojawia się z premierowym albumem.
„Comfort and Happiness” (Komfort i szczęście) zastąpiło „Annoyance and Disappointment” (Przykrość i rozczarowanie), co pokazuje jak wiele zmieniło się w tak krótkim czasie. Na początku dostajemy dziwaczne i lekko psychodeliczne „Intro” z klawiszami imitującymi drewniane dęciaki, wywołującymi irytację, co jest skontrastowane delikatnym głosem Dawida. Tak jak poprzednio, niemal wszystko jest w języku angielskim śpiewane, co akurat brzmi dobrze. A dalej jest dość różnorodnie – od wyciszonych, ale nie pozbawionych melodyjności potencjalnych hitów („Forest” z gitarami, harfą oraz smyczkami w refrenie czy flecisty „Block” z rytmicznym basem oraz bardziej niepokojącymi riffami w refrenie), naznaczenia silnego wpływu indie („Pastempomat” z oszczędną perkusją oraz przestrzennymi klawiszami czy pełen dziwacznej mieszaniny gitarowo-klawiszowej „Byrd”), eksperymentowania (głosy nagrane od tyłu w „Cashew/161644” czy przesterowane klawisze w „Son of Analog”) oraz momentów wyciszenia (akustyczny „Eight”, gdzie głos Dawida brzmi bardzo przestrzennie i tajemniczo).
Pod koniec troszkę utwory idą w stronę tanecznego popu z lat 70. (zwiewny „Focus”), ale mi to nie przeszkadzało. Dla wielu zaskoczeniem może być ponad 7-minutowe „Four Sticks” oparte na melodii granej na organach oraz dodatkową piosenką ukrytą pod koniec. Całość jest zrobiona ze sznytem i działa na wszystkie zmysły. Chłopak ewoluuje i z wielką ciekawością czekam na następny album.
8/10
Radosław Ostrowski
