Quentin Tarantino – 27.03

tarantinoJeden z najbardziej bezczelnych i oryginalnych reżyserów, który z kina klasy B zrobił sztukę najwyższego sortu. A co najciekawsze, nie ukończył szkoły filmowej. Prawdziwy pasjonata, który najpierw był bileterem w kinie dla dorosłych, by potem pracować w wypożyczalni kaset video. Tam oglądał wszystko, co było dostępne.

Tarantino już w swoim debiucie pokazał pazur, definiując kino niejako od nowa, stając się symbolem filmowego postmodernizmu. Zabawa konwencjami, błyskotliwe oraz niebanalne dialogi (nawet jak są o niczym, to słucha się ich z niekłamaną przyjemnością), fantastycznie zgranie muzyki z ekranem, precyzyjna praca kamery (zdjęcia tylko na klasycznej taśmie) – to wszystko elementy charakterystyczne dla stylu tego nieszablonowego twórcy.

Quentin znany jest także z tego, że wyciąga niczym królik z kapelusza aktorów, którzy lata świetności mają za sobą i daje im niejako drugie życie (tak było z Pam Grier, Johnem Travoltą, Kurtem Russelem czy Donem Johnsonem), co jest bardzo miłym doświadczeniem. Do grona jego najbliższych współpracowników wlicza się takie osoby jak: montażystka Sally Menke, operatorzy Andrzej Sekuła i Robert Richardson, producenta Lawrence’a Bendera oraz aktorów – Samuela L. Jacksona, Michaela Madsena, Umę Thurman, Tima Rotha.

Chociaż Quentin był parę razy nominowany do prestiżowych nagród za reżyserię, to był nagradzany za scenariusze (dwa Oscary, dwa Złote Globy, dwie BAFTY, Saturn). Poza tym reżyser ma w swoim dorobku Złotą Palmę za najlepszy film MFF w Cannes oraz nominację do Złotej Maliny za najgorsza rolę drugoplanową (film „Od zmierzchu do świtu”).

Umieszczenie filmów Quentina w rankingu jest cholernie trudne, więc jeśli uważacie inaczej niż ja, to piszcie w komentarzach.

Miejsce 8. – Grindhouse: Death Proof – 6/10

Film o kaskaderze i jego śmiercionośnej furze. Jednak tak naprawdę na pierwszym planie są seksowne pannice, które chcą się do Kaskadera Mike’a (wielki comeback Kurta Russella). Z filmu zapamiętałem najbardziej finałowy pościg oraz zderzenie samochodu Mike’a z laseczkami (wśród nich m.in. Sydney Tamila Poitier), ale najbardziej rozczarowała mnie sama fabuła – z założenia hołd dla kina klasy B z lat 70. i tak nudnymi dialogami, że gdyby nie otoczka, nawet nie zorientowałbym się, że to film Tarantino.

Miejsce 7. – Jackie Brown – 7/10

Adaptacja „Rumowego ponczu” Elmore’a Leonarda spotkała się z chłodnym odbiorem. Być może wynikało to z fatku, że był on nakręcony tuż po „Pulp Fiction”. Jednak sam film to porządny kryminał o stewardessie, szmuglującej pieniądze dla handlarza broni. Przyłapana na lotnisku, dostaje ofertę współpracy od FBI, jednak Jackie podejmuje własną grę. Tutaj zamiast łamania chronologii, przemocy i humoru, jest piętrowa intryga, świetna muzyka oraz świetna obsada z wracającą do gry Pam Grier. Samuelem L. Jacksonem, Robertem De Niro i Robertem Forsterem.

Miejsce 6. – Nienawistna ósemka – 8/10

Najnowszy film mistrza, który (znowu) jest westernem. Tym razem jest śnieżyca i ośmioro nieznajomych przed nią się ukrywających w pasmanterii Minnie. Wśród nich łowca głów ze swoją zdobyczą, Daisy Domergue, za której głowę wyznaczono 10 tysięcy dolarów. Spokojna atmosfera zaczyna gęstnieć, doprowadzając do krwawej jatki. Można odnieść wrażenie lekkiej teatralności, ale znowu dostajemy świetne dialogi oraz kapitalne aktorstwo z kradnącą każdą scenę Jennifer Jason Leigh. Recenzja tutaj.

Miejsce 5. – Kill Bill vol. 1 & 2 – 8/10

Dwuczęściowe kino zemsty, której bohaterką jest tajemnicza Panna Młoda. Kobieta zostaje postrzelona podczas ślubu przez dawny gang, z którym współpracowała. Po 4 latach budzi się ze śpiączki z jednym celem: zabicia Billa, z którym ma dziecko. Pierwsza część jest ostra, brutalna i krwawa, mocno inspirowana filmami samurajskimi. Druga, bardziej oparta na dialogach, to klasyczny Tarantino z czarnym humorem (ucieczka z… trumny) oraz fenomenalną Umą Thurman. Od tego filmu, reżyser wykorzystuje kompozycje Ennio Morricone, które brzmią znakomicie.

Miejsce 4. – Django – 8/10

Quentin po raz pierwszy zaprasza na Dziki Zachód. Bohaterem jest czarny niewolnik, wyzwolony przez łowcę nagród, dr Schultza. Panowie zostają wspólnikami i wyruszają do majątku niejakiego Calvina Candy’ego, by odbić żonę Django. Reżyser znowu szaleje, a kilka scen (nocny wypad Ku-Klux-Klanu czy monolog z czaszką) i pomysłów (czarnoskóry kamerdyner Stephen o mentalności białego) to prawdziwe perły. Do tego kapitalne role Jamiego Foxxa, Christopha Waltza oraz Leonardo DiCaprio w roli czarnego charakteru. Recenzja tutaj.

Miejsce 3. – Bękarty wojny – 9/10

Wielki powrót Quentina na szczyt po „Grindhouse”. Tytułowe Bękarty to oddział żydowskich komandosów pod wodzą Aldo Raine’a, siejący terror wobec nazistowskiej armii, skalpując swoje ofiary. To jednak tylko jeden z wątków tego szalonego filmu, gdzie dochodzi do zamachu na Adolfa Hitlera. Fenomenalne kino z genialnym prologiem, wziętym z filmów Sergio Leone, sporą dawką humoru, przemocy oraz genialnych ról Brada Pitta, Christopha Waltza i Melanie Laurent.

Miejsce 2. – Wściekłe psy – 9/10

Debiut, który zmiótł swoim mrocznym klimatem osaczenia. Prosty plan napadu na jubilera kończy się krwawą jatką. Wybrani wspólnicy są pewni, że ktoś ich sypnął. Łamana chronologia, błyskotliwe dialogi (analiza piosenki „Like a Virgin” Madonny to perła), znakomite zdjęcia oraz kapitalne aktorstwo z Michaelem Madsenem, Harveyem Keitelem, Timem Rothem oraz Stevem Buscemi na pokładzie.

Miejsce 1. – Pulp Fiction – 10/10

Ten film odmienił kino – i nie ma w tym cienia przesady, gdyż pojawiła się po nim masa naśladowców stylu Tarantino (m.in. Guy Ritchie, Martin McDonaugh), a trzy opowiastki to prawdziwy majstersztyk reżysera. Dwóch gangsterów – Jules i Vincent – odzyskujących walizkę swojego szefa oraz pozbywający się przypadkowego trupa, Jules opiekujący się dziewczyną swojego szefa oraz bokser mający ustawić swoją walkę. Dzieło totalne, gdzie każdy dialog błyszczy (różnica między amerykańskim a francuskim Big Maciem, opowieść o zegarku przekazywanym z pokolenia na pokolenie czy zrobienie z dupy jesieni średniowiecza), aktorzy grają koncertowo (nie starczyłoby miejsca na wymienienie wszystkich), a mimo kilkukrotnego obejrzenia nadal ogląda się znakomicie.

Krążą wieści, że Tarantino nakręci jeszcze dwa filmy i zdradzi kino dla teatru. Troszkę szkoda, bo to cholernie wyrazisty reżyser, na którego filmy po prostu się czeka, chodzi do kina i ogląda. Mogę zaryzykować tezę, że to mój ulubiony filmowiec. 🙂 I jestem ciekawy, co tym razem wymyśli. A jakie są wasze opinie o kinie made by Tarantino?

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz