Król – Przez sen

970b457876faadd01436b71436384612

Jedna druga legendarnego duetu UL/KR konsekwentnie prowadzi swoją solową karierę, mając na dorobku dwie ciepło przyjęte płyty. Na początku tego roku, cichaczem wyszedł trzeci album pod wymownym tytułem „Przez sen”, który jest najkrótszym materiałem w dorobku Błażeja Króla.

Ale w ciągu niecałych 30 minut udaje się wytworzyć intrygującą, klimatyczną opowieść. Krótkie, elektroniczne intro nazwane „Sen 289” działa z jednej strony kojąco, a z drugie może uśpić czujniejsze umysły. I wtedy pojawia się wyciszona, ale sprawiająca wrażenie zapętlonej gitara w „Daj się uśpić”, do której dołączają niepokojące, wręcz surrealistyczna elektronika. Wrażenie nierzeczywistości jest potęgowane przez nakładający się wokal Króla, niczym echo odbite w studni. Podobnie jest z „Jawą”, gdzie pulsująca perkusja skontrastowana jest z „organowym” tłem, zmieniającym się w bardziej rytmiczny, niemal dyskotekowy rytm („strzelająca” perkusja, ejtisowska elektronika), pobrudzona przez coś przesterowaną gitarę oraz zmiennym tłem, nie dającym odetchnąć czy „Dla zabawy” z mroczniejszym wstępem i podkręconą elektroniką oraz tajemniczym żeńskim głosem melorecytującym.

Pewnym wytchnieniem są inne instrumentalne utwory ze słowem „Sen” w tytule, będące popisami tworzenia elektronicznych pasaży. Najlepsze jest spokojne „Jedno z nas” z ciepłym fortepianem oraz „kosmicznymi” dźwiękami niczym z pięknego snu, ale ten błogi sen trwa do połowy, gdy tło staje się mroczniejsze i niepokojące. Spokojnie zaczyna się też „Nie płacz” z wyciszoną perkusją oraz elektroniką przypominającą łączenie się z Internetem (niemal tak samo jest w zapętlonym „Za dużo/za mało”). Na finał dostajemy postrzelony „Nie waż się” – najbardziej eksperymentalny utwór w zestawie oraz najdłuższy instrumentalny utwór, czyli „Sen 49”.

Choć utworów jest niewiele, a teksty Króla są tak enigmatyczne, że każdy odbierze je indywidualnie, „Przez sen” jest strasznie intrygującym doświadczeniem. Mnie ten albumik zauroczył, ale jest to bardzo wymagające dzieło.

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz