Alicja Janosz – Retronowa

alicja-janosz-retronowa-okladka-plyty

Pamiętacie taką blondwłosą dziewczynę, co wygrała pierwszą edycję „Idola”? Ja też o niej szybko zapomniałem, ale ona nie zapomniała o nas. Alicja Janosz – bo o niej mowa – zmieniła mocno swoje emploi wracając pięć lat temu z albumem „Vintage”. Tej obranej ścieżki trzyma się także przy swoim trzecim dziele zwanym „Retronowa”.

Produkcja ta została zrealizowana w studio RecPublica, od strony producenckiej wsparta przez męża artystki – Bartosza Niebieleckiego oraz zagrana przez zespół HooDoo Band. Efekt to mieszanka retro popu ze współczesnym sznytem. Czuć troszkę klimat lat 60. i 70. (bujające „Byłoby zdążyć” z fajnymi dęciakami i cymbałkami na początku), ale wpleciony z elektroniką delikatnie naznaczającą swoją obecnością. Gdy trzeba, to następuje przyspieszenie (gitarowy „Put Your Hands Up”), ale bez przesady. Uwiedzie Hammond („Gdy przychodzi noc” czy klaskany, niemal bluesowe „Wszystko co mam”), skręcimy parę razy w stronę soulu (cudowny chórek w „I tylko Ty” czy pełen dęciaków „Candy”), by zachwycić delikatną balladką „Choć raz” – ta gitara i ten saksofon – jak to trzyma.

Jeśli komuś po odsłuchu będą się nasuwać skojarzenia z Amy Winehouse, to nie jest to w żadnym wypadku problem z uszami. To porównanie nasila się po usłyszeniu takiego skocznego „One More Reason” czy melancholijnego „Wiem”. Mógłbym dalej jeszcze wymieniać, ale całość jest tak spójna i chwytliwa, że nie ma to żadnego sensu. Brzmi to bardzo przyjemnie, muzycy znają się na swojej robocie, aranżacyjnie wszystko ze sobą gra.

Dodatkowo sama Janosz pasuje do tego świata retro-popu, godnie zastępując na tym miejscu Anię Dąbrowską. A i teksty nie są idiotyczne czy obrażające inteligencji. Zrobione ze smakiem i lekkością. Nawet te piosenki śpiewane po angielsku nie wywołują zgryzu z cała resztą. Niby retro, a brzmi jako nowe.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz