
Dla wielu (także i dla mnie przez jakiś czas) nazwisko Carly Simon pozostało tajemnicze i niewiele mówiące. Ale w Stanach Zjednoczonych to jedna z najpopularniejszych wokalistek z lat 70. Chociaż ostatni studyjny album wydała w 2009 roku, cieszy się nadal olbrzymią popularnością oraz sympatią milionów wielbicieli. Skąd się wziął fenomen Carly Simon? Kluczem może być zremasterowane wydanie drugiej płyty „Anticipation” z 1971 roku.
Produkcją zajął się sam Paul Samwell-Smith – współzałożyciel popularnej rockowej grupy The Yardbirds, w której wykuły się talenty Erica Claptona, Jeffa Becka i Jimmy’ego Page’a. Można założyć więc, że będzie to muzyka bardzo gitarowa, pełna rocka. Nie do końca tak jest, co czuć w tytułowym utworze. Zaczyna się od delikatnej gitary akustycznej, gdy w refrenie mocniej swoją obecność naznacza perkusja. Równie akustycznie jest w świetnym „Legend of Your Time” z bardzo oszczędną perkusją (tylko bębenki) czy delikatnie bluesowym (w duchu), melancholijnym „Our First Day Together”. Bliżej tutaj jest do Joni Mitchell, tylko bardziej intymna i delikatna. Nie brakuje jednak żywszych fragmentów (końcówka „The Girl You Think You See”), ale nie są one najważniejsze. Czy to oznacza monotonię? W żadnym wypadku jak pokazuje walczyk „Summer’s Coming Around Again”, gdzie prowadzony jest ładny dialog gitary z fortepianem czy „Share The End”, w którym przewijają się smyczki, gitara, a nawet chórek w refrenie, nadając niemal sakralny charakter.
Pozornie nie dzieje się wiele, ale Simon potrafi oczarować jak w niesamowitym „The Garden”, gdzie jest tylko ona, gitara oraz smyczki. Nie inaczej jest w finałowym „I’ve Got to Have You”, gdzie pojawia się w końcu gitara elektryczna. Sam wokal Carly jest tak spokojny i przyjemny w odbiorze, że nie da się tego opisać słowami. Także teksty, opowiadające o uczuciach, nie ocierają się o naiwny banał czy kicz, co samo w sobie jest sporym plusem. W zasadzie można się czepiać, ze to tylko niecałe półgodziny, ale tylko tyle mieściło się na winylu.
Może i po latach nie robi to tak wielkiego wrażenia jak w dniu premiery, ale „Anticipation” to bardzo intymna, wyciszona i refleksyjna płyta. Innymi słowy taka, jaka pasuje do obecnej pory roku. Nie mniej, nie więcej.
7,5/10
Radosław Ostrowski
