John Lee Hooker – Urban Blues (remastered)

John_Lee_Hooker_-_Urban_Blues_album_cover

Nie wiadomo dlaczego, ale od paru lat przyjęło się, że jesień to czas remasteringów i wznowień płyt wielu wykonawców tych znanych i tych mniej. Zdecydowanie do tego pierwszego gronia zalicza się John Lee Hooker – amerykański, czarnoskóry gitarzysta bluesowy, którego najlepszy okres przypadł na lata 60. i 70. Wznowiony album „Urban Blues” pochodzi z 1967 roku i nagrano go w składzie: John Lee Hooker (gitara, wokal), Eddie Taylor (gitara), Phil Upchurch (gitara basowa) i Al Duncan (perkusja).

Z dzisiejszej perspektywy „Urban Blues” to klasyczny, gitarowy blues z czasów dominacji rock’n’rolla, gdzie utwory rzadko przekraczają 3 minuty. Pozornie wydają się spokojnymi smętami jak „Cry Before I Go”, jednak gitara nie snuje się, lecz ubarwia całość brzmienia, a gdy trzeba to potrafi dać czadu jak w nieśmiertelnym przeboju „Boom Boom”. Nawet te spokojniejsze numery są odpowiednio ubarwiane czy to obecnością harmonijki („Backbiters and Syndicaters”, „My Own Blues”), zadziorniejszymi riffami („Mr. Lucky”, „Think Twice Before You Go”). Krótki czas trwania utworów jest sporym plusem, gdyż nie ma poczucia znużenia czy monotonii jak w zbudowanych na kontraście dwóch częściach „Hot Spread Water” oraz finałowym „The Motor City is Burning”.

Wydawca na sam koniec dodał jeszcze trzy utwory, które były już dostępne na kompakcie w 1992 roku i one też zostały odnowione. Wyróżnia je… czas trwania, bo każdy z nich ma minimum 3 minuty. „i Gotta Go to Vietnam” jest najdynamiczniejszy z tego zestawu. Drugi jest instrumentalny „Messin’ Round with the Blues”, gdzie w połowie Hooker bardziej krzyczy niż śpiewa. I ostatni z tego zestawu – wsparty na fortepianie „Hold On Baby”.

Sam Hooker na gitarze jest naprawdę dobry i gdy trzeba swoim głosem też daje z siebie wszystko. Można się przyczepić, ze wiele utworów brzmi troszkę jakby na jedno kopyto było pisane, ale dla miłośników klasycznego bluesa to pozycja obowiązkowa, godnie wytrzymująca próbę czasu. 

7,5/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz