Sampha – Process

Process_-_Sampha_album

Jeśli pojawia się jakiś nowy talent, który podbija powoli listy przebojów z całego świata, kompletnie zaskakując wszystkich, możemy być pewni, że pochodzi on z Wielkiej Brytanii. Tak jest w przypadku niejakiego Samphy – młodego kompozytora i wokalisty, płynącego w kierunku soulu, elektroniki i r’n’b. Do tej pory tworzył m.in. dla Jessie Ware, Drake’a, Solange czy Kanye Westa, ale tym razem postanowił stworzyć coś na własne konto. Tak narodził „Process”, współprodukowany przez samego artystę oraz Rodaidha McDonalda (współpraca m.in. z The xx, Vampire Weekend czy Daughter).

I te wpływy są bardzo mocno odczuwalne, co czuć już w otwierającym całość „Plastic 100°C”, pełnym dźwięków harfy, tykającej gitary oraz odbijającej się niczym echo perkusji. Jest w tej minimalistycznej formie coś, co intryguje i nie daje spokoju. Znacznie bogaciej i przebojowo robi się w „Blood on Me”, któremu najbliżej do The xx. Wokalizy w tle, szybka perkusja, fortepian – to wszystko ubarwia i tworzy bardzo mocne dzieło. Tak samo jak ubarwiona akustycznymi gitarami „Kora Sings”, pełna przebojowości i skoczności, by automatycznie wyciszyć się w intymnym „(No One Knows Me) Like the Piano”. I takie też na początku wydaje się „Take Me Inside”, gdzie mamy ładny fortepian, do którego dochodzą powoli smyczki. Ale ostatnie pół minuty to elektroniczna magia.

Powrót do sampli oraz czarów klawiszowych daje nam „Reverse Faults” oraz pulsujące „Under” z zapętlonym refrenem. Dalej jest równie czarująco, a bardzo delikatny wokal Samphy może sprawić do rozmiękczenia kilku pań (wystarczy posłuchać rozmarzonego „Incomplete Kisses”).

Tylko mam jeden mały problem – „Process” jest świetnie zrobiony i zrealizowany, ale wprawił mnie w obojętność. Może to kwestia kolejnych odsłuchów, by przekonać się do całości. Szanuję i doceniam.

7/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz