Alexandra Savior – Belladonna of Sadness

Belladonna_of_Sadness

Kolejny debiut, ale tym razem nie z Wysp Brytyjskich, lecz zza wielkiej wody. Ma 22 lata, mieszka w słonecznym Los Angeles (bo tam przecież zawsze świeci słońce), a pierwszy raz o niej usłyszałem, gdy jedna z piosenek „Risk” została wykorzystana w serialu „Detektyw”. Ale dopiero teraz wychodzi jej album pod wiele mówiącym tytułem „Belladonna of Sadness”.

Za produkcję odpowiada James Ford (Haim, Florence + The Machine), a kompozycje są wspólnym dziełem Amerykanki oraz Alexa Turnera (Arctic Monkeys, The Last Shadow Puppets). I czuć tutaj silną inspirację retro popem, ze szczególnym wskazaniem na Russian Red czy Bat for Lashes, ale jednocześnie widać próby mówienia swoim własnym językiem. I czuć to w otwierającym „Mirage”, gdzie mamy delikatną gitarę skontrastowaną z mroczną, choć delikatnie naznaczającą swoją obecnością elektroniką. Jednocześnie czuć tutaj mocno obecnego ducha lat 80. (synth popowe klawisze w „Bones” z szorstkimi gitarami czy minimalistyczna perkusja z chropowatym basem w sennym „Shades”) trzymającego ręka w rękę ze współczesną produkcją, jak w orientalno-perkusyjnym „M.T.M.E.”. Efektem tego jest wiele kojących dźwięków przypominających bardzo piękne sny („Girlie” z cymbałkami, tylko ta gitara pod koniec jakaś dziwna), czasami wywołującymi zmysłowe doznania („Frankie” ze zgraną sekcją rytmiczną i psychodelicznymi klawiszami) czy niemal onirycznego poczucia niepokoju (klawisze w „Audeline”), by znowu ukoić (stylowy „Cupid”)

Całość wyróżnia się bardzo spójnym, mrocznym klimatem, ciągle balansującym między poruszającym snem a koszmarem. Potęgowane jest przez bardzo eteryczny, ale i zmysłowy wokal. Savior magnetyzuje swoją barwę – troszkę dziewczęcą, ale też i dojrzałą. Brzmi to paradoksalnie, ale warto skupić się na dwóch ostatnich utworach – „Vanishing Point” i „Mystery Girl”, by zrozumieć o co chodzi. To tylko dopełnia niesamowitego brzmienia „Belladonna of Sadness” i oczekiwania wobec kolejnej płyty będą jeszcze większe.

8,5/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz