
Anny Marii Jopek przedstawiać nie trzeba: to jedna z najbardziej znanych na świecie polskich wokalistek jazzowych. Od ostatnich płyt (bo wydała jednocześnie aż trzy – kto zabroni) minęło aż sześć lat, co nie znaczy, że wokalistka zrobiła sobie przerwę. W lutym wydała nowe dzieło, zawierające przedwojenne tanga, przearanżowane i wykonane przez kubańskiego pianistę, Gonzalo Rubalcabę. Tak powstało „Minione”.
Pierwsze, co uderza po przesłuchaniu to… spokój. Przynajmniej na początku w postaci rozleniwionego „Twe usta kłamią”. Tutaj dominuje fortepian, a sekcja rytmiczna jest mocno wycofana w tle. I nawet bardziej przyspieszone solo fortepianu nie jest w stanie tego zmienić. Bardziej zgrabny i żywszy jest „Kogo nasza miłość obchodzi”, gdzie jeszcze swoje daje w połowie kontrabas czy melancholijne „Co nam zostało z tych lat” z marszową perkusją, a nawet karaibsko płynne „Miasteczko Bełz”. Trudno odmówić albumowi spójnego klimatu, ale jako całość zaczyna zwyczajnie nudzić swoją monotonią jak w mruczanym „Besame Mucho”, chociaż trudno mi się do czegokolwiek przyczepić. Muzycy grają więcej niż dobrze, a bardzo delikatny, niemal eteryczny wokal pani Jopek potrafi działać wręcz kojąco.
Tylko to wszystko nie zawsze jest w stanie zapaść mocno w pamięć. Wszystko jest zbyt spokojnie (chociaż bardzo elegancko), a Rubalcaba potrafi czarować swoją grą na fortepianie („Rebeka”). Tylko dla wielu może być to trudne do przejścia, mimo drobnych aranżacyjnych detali. Ale i tak efekt jest bardzo przyzwoity.
6,5/10
Radosław Ostrowski
