
O tym triu – jak w większości sytuacji – usłyszałem przypadkowo, lecz nie miałem wtedy czasu ani możliwości przyjrzeniu się bliżej tej grupie z Brytanii. Tworzą ją znajomi ze studiów: wokalistka Hannah Reid, gitarzysta Dan Rotherman i klawiszowiec Dominic Major, a nazwa London Grammar istnieje od 2009 roku. A swój pierwszy album wydali 4 lata temu, podbijając świat. Czy zasłużenie?
Brzmienie to bardzo delikatny, bardzo wymarzony pop pełen zgrabnej elektroniki. Zaczyna całość powoli rozkręcający się “Hey Now” z odbijającą się niczym echo perkusją oraz duchem elektropopu z lat 80. (nawet gitara brzmi jakby z tamtego okresu pochodziła). Równie wyciszony jest “Stay Awake” z bardzo rozmarzoną elektroniką, a wszystko zmienia przyspieszająca perkusja, rozpędzając cale towarzystwo I gwałtownie się kończąc. Ładniej się robi przy gitarowo-pianistycznym “Shyer” oraz bardziej tanecznym “Wasting My Young Years”, choć można odnieść wrażenie, iż piosenki zlewają się ze sobą, tworząc spójny klimat, znany choćby z dokonań The xx (cudny cover “Nightcall”).
Jednak pojawiają się utwory wybijające się z tego monotonnego (ale ładnego) świata. Taki jest przestrzenny “Strong” z pulsującą elektroniką, idący w stronę trip-hopu “Metal & Dust”, przebojowy “Darling Are You Gonna Live Me” z barwnymi perkusjonaliami w tle czy nagrany z Disclosure taneczny “Help Me Lose My Mind”. Nie wywołuje to zgrzytu z resztą wydawnictwa, przez co odbiór jest naprawdę przyjemny.
Panowie grają bardzo delikatnie i ciepło, ale uwagę skupia niesamowity wokal pani Reid, który troszkę przypomina Florence Welsh, tylko młodszy oraz mniej ekspresyjny. Wykorzystuje go w taki sposób, że każdy utwór (dzięki niej) jest w stanie zapaść w pamięć, chwyta za serce, zostając na dłużej. Wersja deluxe debiutu zawiera aż 17 piosenek, co dla wielu może być ciężką barierą. Jednak warto się skusić i dać się zanurzyć w tym klimatycznym dziele, po warunkiem, że poczekacie.
7,5/10
Radosław Ostrowski
