SBB – Za linią horyzontu

0005Y1V1XS9WSB3K-C122

Fani polskiego rocka progresywnego muszą znać zespół SBB. Trzy lata temu do grupy powrócił perkusista Jerzy Piotrowski, więc kapela Józefa Skrzeka dalej działa jako trio. W zeszły roku wydali swój premierowy materiał (po 4 latach przerwy) „Za linią horyzontu”, który miał być powrotem do formy. Czy tak było?

Na dzień dobry dostajemy epickich „Słonecznych wojowników”, gdzie słyszymy ładnie brzmiącą elektronikę, a w tle wspiera ją troszkę ostrzejszą (ale tylko troszkę) gitarę. W podobnym, spokojnym tempie grany jest „Najwyższy czas”, gdzie ciągle wybija się Moog oraz nakładające się głosy Skrzeka (jeden śpiewający, drugi bardziej recytujący). Ale w połowie wchodzi Piotrowicz tnącą gitarą robiąc przebojową solówkę. Mroczniej i wręcz onirycznie robi się w długim, instrumentalnym „360 do tyłu”, gdzie sklejka riffów (brzmiących bardzo egzotycznie), perkusji oraz nakładających się klawiszy tworzy koktajl Mołotowa. Zaskakuje spokojniejszy, ciepły „Goris” zdominowany przez bardzo łagodną elektronikę, jazzowo-reggae’ową perkusję oraz drobne wokalizy Skrzeka. Powrotem do zwartej, szybkiej piosenki jest numer tytułowy ze zwartą solówką Lakisa (w połowie dochodzi do ostrej konfrontacji między gitarą i perkusją), by dać potem odsapnąć wolniejszemu „Pacific”, gdzie Lakis maluje niczym pędzel spokój oceanu. Czuć błogi nastrój przy tym utworze, tak samo w cichym „Zielonym, niebieskim, żółtym” (najkrótszy utwór na płycie), który mógłby się spokojnie znaleźć na solowej płycie Davida Gilmora.

Ale na sam koniec dostajemy „Suitę nr 9”, czyli to oblicze SBB jakie lubią jego najwierniejsi fani. 15-minutowa kompozycja, zaczynająca się niczym szybki, rockowy numer (perkusja pędzi jak szalona), gitara czasami skręca w strone funku, ale klawisze (te ciężkie smyki w tle) tworzą atmosferę niemal z horroru. Wchodzi z impetem i nawet, jeśli pojawiają się chwile oddechu (łagodniejsza gitara od 3 minuty), to nie pozwalają oderwać uszu od pierwszego planu, gdzie szaleje Skrzek na klawiszach, coraz bardziej atakując i dominując do samego końca. Ale okolice 5:30 następuje bardzo ostrożne spowolnienie, chociaż perkusja wydaje swoje ostatnie chwile, a klimat staje się bardziej epicki. Gitara jest podniosła, Skrzek wrzuca swoja wokalizę i czuć prog-rocka z lat 70., by znowu przyspieszyć, a na sam finał dając totalne wyciszenie z cichym głosem Skrzeka, wracając do melodii z początku.

SBB wraca do swojej dobrej formy i fani będą usatysfakcjonowani. Ale czy młodsi też zwrócą uwagę? Obecność na zeszłorocznym Męskim Graniu świadczy, że jest zapotrzebowanie, więc może się trafi jakiś wrażliwy człowiek zaintrygowany „Za linią horyzontu”, iż może sięgnąć po poprzednie dzieła SBB.

7,5/10

Dodaj komentarz