Wszystko zaczyna się gdzieś na prowincji w XIX-wiecznej Bretanii, gdzie znajduje się sierociniec. Tam mieszka Felicja – młoda dziewucha, marząca o jednej rzeczy: zostaniu baletnicą. Ale by trafić do Paryża musi ucieć z przytułku, w czym pomaga przyjaciel Wiktor. Na miejscu drogi naszej pary się rozdzielają. Ona trafia pod opiekę sprzątaczki, pani Odette, a chłopiec do pracownik samego Gustava Eiffla. Dziewczynie – podstępem i pod wpływem złośliwości – podszywa się pod zarozumiałą i bezczelną uczennicę – trafiając do szkoły baletowej, by przygotować się do występu „Dziadka do orzechów”.

Po wielu produkcjach spod znaku Pixara, Disneya i całej tej amerykańskiej perfekcji, świeżym oddechem było poznanie produkcji dziecięcej z Francji. Muszę przyznać, ze jest to film skierowany dla młodego odbiorcy, ale nie jest w żaden sposób naiwny i infantylny. Klasyczna opowieść o tym, że ciężką pracą, pasją i determinacją można podbić świat, ale absolutnie mi to nie przeszkadzało. Dałem się wpuścić do tego świata, co jest zasługą ładnej animacji, która nie kłuje w oczy. Ale nie tylko – XIX-wieczny Paryż jest barwnym miastem, gdzie wszystko może się udać. Widać, ze twórcy dali z siebie wszystko i włożyli masę serca i pracy. Jestem zachwycony scenami tańca i treningu naszej bohaterki – ruch pokazywany jest z wręcz pietyzmem (spowolnienia wykorzystane z głową), jakbyśmy widzieli prawdziwe postacie, a nie aminowanych ludzików. Widać to zarówno w świetnie poprowadzonej scenie w knajpie bretońskiej jak i finałowej potyczce – te dwie sceny powinny zachęcić.

Żeby jednak nie było za słodko, „Balerina” to zdecydowanie kino dla dzieci, wiec humor oparty jest na prostych gagach, samo przygotowanie jest uproszczone, a przebieg fabuły jest przewidywalny. Ja jeszcze dorzuciłbym do zestawu piosenki, które były zbyt plastikowe, ale to raczej kwestia indywidualna. Podoba mi się przesłanie (choć to jak potraktowano kwestię kłamstwa może budzić pewne wątpliwości moralno-etyczne), muzyka – ta instrumentalna – jest dobra i współtworzy klimat, bohaterowie budzą sympatię i czas spędzony nie jest stracony.

W zasadzie powinienem dać coś koło 6/10, ale taniec wyglądał prześlicznie i polski dubbing też był dobry. Najważniejsza jest tutaj Felicja (Julia Kamińska znowu błyszczy) i lekko postrzelony, ale uroczy Wiktor (zaskakująco dobry Antoni Królikowski). Czuć zgranie i silne więzy między postaciami, a relacja między nimi ulega dynamice. Drugi plan kradnie madame Odette (Anna Guzik) – kobieta silna, pokorna, z przeszłością, pełniąca na początku rolę mentorki. Z czasem ta kobieta stanie się dla naszej dziewczyny najpierw przyjaciółką, a następnie kimś w rodzaju matki. Tutaj najbardziej surowe postacie jak nauczyciel Merente (Radosław Pazura) skrywają coś więcej.

I za te drobiazgi „Balerina” dostaje u mnie:
7/10
Radosław Ostrowski
