Pumarosa – The Witch

pumarosa_album_01

Wielka Brytania to taki kraj, gdzie każdy debiutant jest traktowany niemal jak objawienie, zagłaskiwanym przez krytyków. Czy tak będzie też z zespołem Pumarosa? Wszystko na to wskazuje, bo grupa skupiona wokół producenta Dana Careya (współpraca m.in. z Bat for Lashes, Emilianą Torriani czy Franz Ferdinand) oraz wokalistki Isabel Munoz-Newsome (poza nią grupę tworzą basista Henry Brown, perkusista Nicholas Owen, gitarzysta James Neville oraz klawiszowiec John Tomoya Forster).

Zaczyna się to dziwacznym połączeniem elektroniki i smyczków niemal onirycznym “Dragonfly”, gdzie wokal Isabel jest tak delikatny i leciutki, jakbyśmy słyszeli… Kate Bush. Po minucie dochodzi perkusja, gitara z cymbałkami tworzą dziwną parę, by w finale wyciszyć się. Im dalej, tym mocniej czuć skojarzenia ze sceną alternatywną. I nieważne, czy to jest gitarowe “Honey”, ocierające się o garażowo-punkowe klimaty, bardziej rozmarzony utwór tytułowy z elektroniczną perkusją oraz wycofaną gitarą, dając sporo przestrzeni dla klawiszy (końcówka jest porażająca), w podobnym tonie gra “Priestess”, tylko jest bardzo oszczędna w formie, ale gdy w połowie wchodzi saksofon, jest wtedy cudnie. “Lion’s Den” zaczyna się od fortepiano, by przejść do rocka z lat 70. (tak mi się wydaje po gitarze I perkusji), gdzie nawet riffy są zapętlone, a końcówka utworu ostra, wręcz wybuchowa.

Podobnie jak połączenie rozmarzonych, ciepłych klawiszy z mocniejszą gitarą w “My Gruesome Loving Friend” czy oniryczno-jazzowy “Red”, który z sekundy na sekundę rozkręca się w coraz bardziej psychodelicznym kierunku. Mnie zaskoczył w tym zestawie akustyczno-elektroniczny “Barefoot” z bardzo silnym głosem, delikatnie wchodzącą perkusją oraz mroczny “Hollywood” (klawisze jak przesterowane organy), gdzie gitara pod koniec brudzi, by na końcu wejść w taneczny “Snake” wzięty z innych czasów.

Pumarosa debiutem mocno czerpie z przeszłości, jednocześnie brzmi bardzo świeżo i intrygująco, co jest zasługą niesamowitego, hipnotyzującego głosu Munoz-Newsome, zawłaszczającego każdy utwór. Jest kilka mocnych melodii, obiecując rozkręcenie się w następnych albumach.

7,5/10

 

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz