
Teraz pora na obecne wydawnictwo wydane przez Muzeum Powstania Warszawskiego. Tym razem jest to poezja śpiewana w jazzowych aranżacjach. Wybrane wiersze Anny Świrszczyńskiej (w czasie powstania sanitariuszki) – selekcji dokonała reżyserka teatralna Agnieszka Glińska – postanowiła wykonać ceniona zagranicą wokalistka Monika Borzym. Wsparta przez pianistę Mariusza Obijalskiego, który napisał muzykę oraz zaproszonych gości, poszła w stronę kobiecego spojrzenia na świat.
Album zaczyna się od “Intra”, gdzie pojawia się Glińska (nakładające się fragment jej wypowiedzi, recytującej wierze) i słyszymy przyczyny realizacji tego przedsięwzięcia. Ale sama poezja – wręcz surowa, pozbawiona ozdobników, waląca prosto w oczy, pełna intensywnych emocji, pozbawiona rymów – może wprawić w konsternację. Wszystko jest tutaj bardzo wyciszone, delikatne, minimalistyczne. Jazzowy skład (perkusja, gitary, trąbka, fortepian) jest tylko tłem dla eterycznego wokalu. I jeszcze jedno – nie ma tutaj w ogóle miejsca na wojnę czy powstanie. Przynajmniej nie wprost. Borzym idąc tropem poetki, skupia się na jej przeżyciach, emocjach, lękach. Trudno przejść obojętnie wobec mrocznego “Muszę to zrobić” z pędzącym fortepianem czy pełnego chropowatości oraz przygnębienia “Bardzo smutnej rozmowy nocą” z udziałem Wojciecha Waglewskiego. Nawet krótkie “Jestem napełniona miłością” zaskakuje brzmieniem niczym ze starej płyty. Swoje miejsce dostaje też mniej przyjemne elektroniczne tło („Wszystkie chwyty dozwolone” z monotonnymi i nerwowymi smyczkami czy wręcz ambientowe „Pękam ze śmiechu”), gitara elektryczna Johna Scofielda i Mitchella Longa („Pękam ze śmiechu” i „Jak głupi pies”), wycofana trąbka („Ogniotrwały uśmiech”), imitacja syreny („Czternastoletnia sanitariuszka myśli zasypiając”).
Monika bardzo delikatnie, ale pełnym emocji głosem pozwala wejść i ten intymny świat miłości nietrafionej w czas, skąd tak wiele smutku i goryczy. Wszystko to pozbawione patosu, ale słowa trafiają czasami jak obuchem: „przeszłam przez kąpiel z ognia, jak wybornie wzmacnia ogień”; „żeby wszystkie kule na świecie trafiły we mnie,to by już nie mogły trafić w nikogo”; „i żebym umarła tyle razy, ile jest ludzi na świecie”; „muszę cię zabić”; „stojąc przed lustrem pękam ze śmiechu”. Te fragmenty nie pozwolą o sobie zapomnieć, chociaż nie brakuje bardziej lirycznych utworów jak „Przestrzeń” czy „Jestem przepełniona miłością”.
„Jestem przestrzeń” jest bardzo oszczędną w formie, ale poruszającą i piękną muzyką. Bardzo szczere i miejscami szorstkie słowa zmuszają do refleksji, głos Moniki wali jak młot, choć jest to jej pierwsza płyta po polsku. By ją w pełni docenić trzeba się zatrzymać i wsłuchać się w każde słowo. A potem jeszcze raz i jeszcze raz, by kompletnie się w tym zanurzyć. Ale ostrzegam: bardzo uzależnia ta płyta.
9/10 + znak jakości
Radosław Ostrowski
Radosław Ostrowski
