
Warszawski kwintet Muzyka Końca Lata specjalizuje się w bezpretensjonalnym brzmieniu klasycznego rock’n’rolla niczym z czasów swojej największej świetności, czyli lat 60. Na swoim piątym albumie kontynuują ścieżkę wyznaczoną przy swoim debiucie, ale tym razem (przynajmniej tekstowo) jest bardziej poważnie.
Początek jest romantyczny oraz pełen szybkich gitar, czyli “La Bella”, lecz to tylko instrumentalny wstęp, a melodia jest kontynuowana w pełnym popisów perkusji “Chłopaku z futerałem”, gdzie swoje też dodaje… harmonijka. Równie szybcy są “Słowaccy piłkarze”, a tytułowy utwór jest bardziej kojącym fragmentem spokoju, gdzie wykazać mogą się niemal senne klawisze z perkusją. Niemal czuć klimat gór w “Juhasie” (początek gitarowy) – najszybszym numerze na płycie, by dać prawdziwego kopa w “Chorym”. “Świąteczny” – jak sama nazwa wskazuje – ma wiele wspólnego z Bożym Narodzeniem, jest bardzo spokojny, z cudnymi wokalizami Oli Bilińskiej, delikatnymi dźwiękami perkusji i trąbką, dodającą animuszu, by lekko przyspieszyć w “Gorzej już nie może być”, gdzie także trąbka ma swoje pięć minut.
Tym bardziej zaskakuje fakt, że pod koniec utwory zaczynają przekraczać trzy minuty. Bardzo dynamiczny i szybki “Chocholi taniec”, pełen melodyjnej gry gitary. Refleksyjnie się robi w “Będzie, co będzie”, a bęben (nie perkusja) zmienia wszystko na początku niemal recytowanego “Słońca na wiatr”, gdzie pod koniec perkusja wali po garach, by wszystko załagodzić w “Starym zaklęciu”.
Śpiewający tutaj (najczęściej na przemian) Ola Bilińska z Bartkiem Chmielewskim tworzą zgrany duecik. On jest bardziej szorstki, ona delikatna, niemal dziewczęca. W połączeniu z bardziej refleksyjnymi tekstami dotyczącymi związków i wszystkiego wokół (rozstań, rodziny, zakochania, tęsknoty – wszystko nie pozbawione humoru, ale z głową I drugim dnem), tworzy bardzo mocną mieszankę.
Niby brzmieniowo jest spod znaku rock’n’rolla I muzyka jest bardzo przyjemnie staroświecka, to jednak “Złoty krążek” jest bardzo dojrzały, dowcipny oraz inteligentny z tzw. przekazem. To się rzadko zdarza w muzyce rozrywkowej.
7,5/10
Radosław Ostrowski
