Alice Cooper – Paranormal

Alice_Cooper_Paranormal

Jeden z weteranów muzyki rockowej, czyli bardzo brzydki, lecz niepozbawiony talent Alice Cooper znowu daje o sobie znać. Od poprzedniego albumu minęło 6 lat, a rockman w między czasie stworzył supergrupę Hollywood Vampires. Teraz wraca wspierany przez samego Boba Ezrina oraz klasyczny skład z czasów świetności (gitarzysta Michael Bruce, basista Dennis Dunaway oraz perkusista Neil Smith – nie we wszystkich utworach) plus jeszcze kilku gości (m.in. Roger Glover z Deep Purple, Billy Gibbons z ZZ Top I Larry Mullen Jr. z U2). I tak narodził się 27 (!!!) album “Paranormal”.

Początek jest mocny, bo tytułowy utwór to klasyczny rockowy numer z pazurem, wręcz epickim wstępem oraz szybką grą sekcji rytmicznej w zwrotkach. “Dead Flies” pędzi na złamanie karku, a surowy “Fireball” z marszową perkusją ma w sobie podkręca klimat. Dziwaczny (na pierwszy rzut ucha) jest “Paranoic Personality”, gdzie mamy dziwne głosy oraz szumy na dość spokojnym początku, by zaatakować niemal “świdrującą” gitarą. Bujający “Fallen in Love” brzmi jak odrzut z ZZ Top, ale świeży, pełen energii. Podobnie jak nakręcony i szalony “Dynamite Road”, mocno pobrudzony “Private Public Breakdown”, pełen dęciaków “Holy Water” czy przypominający Pink Floydów (te klawisze) “The Sounds of A”.

Cooper konsekwentnie gra swoje, czyli mocnego rocka, niepozbawionego melodyjności, energii oraz pazura. 70-letni wokalista nie brzmi jak parodia siebie, co jest sporym plusem. Miłym dodatkiem jest drugi album w wersji deluxe, gdzie mamy dwa nowe kawałki z klasycznym składem (przebojowy “Genuine American Girl” oraz hardrockowy “You and All of Your Friends”)  i zapis koncertu zespołu z Columbus w Ohio dnia 6 maja 2016, gdzie zagrano takie hity jak “School’s Out” czy “No More Mr. Nice Goy”.

“Paranormal” jest przykładem solidnego, dobrego rockowego grania w starym stylu. Bez pójścia na łatwiznę, z luzem oraz energią jakiej wielu ludzi może zazdrościć 70-letniemu Cooperowi.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz