Benjamin Clementine – I Tell a Fly

I_Tell_A_Fly

Dwa lata temu światu objawił się pewien Brytyjczyk, który nagrał album niemal w całości oparty tylko na swoim głosie oraz brzmieniu fortepianu. Ale Benjamin Clementine potrafił tymi skromnymi środkami zbudować intymną, silną emocjonalnie muzykę. I czekaliśmy na to, co będzie dalej, aż po dwóch latach muzyk powrócił z kolejnym autorskim materiałem. Co dostaliśmy tym razem?

Początek “I Tell a Fly” wprowadza w zakłopotanie, gdyż mamy nakładające na siebie głosy niczym echo atakujące ze wszystkich stron. Ale “Farewell Sonata” dość szybko zaczyna się uspokajać, dodając charakterystyczny fortepian w tempie walca. Takiego instrumentalnego wstępu się nie spodziewałem, zwłaszcza że w połowie pojawia się przerobiony klawesyn niczym melodia z wesołego miasteczka, a wtedy wkracza niemal krzyczący Clementine oraz bardzo dynamiczna perkusja z funkowym basem, by wskoczyć w niemal kosmiczne dźwięki oraz wrócić do początku. Podobny koktajl serwuje “God Save The Jungle”, tylko perkusja jest bardziej oszczędna, klawesyn z fortepianem tańczą, gdzieś w tle przewija się gitara. Szybciej i potężniej (bo z chórem w tle) dzieje się w niepokojącym “Better Sorry Than Asefe” oraz zmieniającym tempo (od jazzowego po militarno-afrykańskie) “Phantom from Aleppoville”. Początek “Paris Cor Blimey” to szybki wstęp pianistyczny, a dalej też wszystko pędzi, budząc jednocześnie grozę (wycie w tle). Bardziej przebojowo i niemal radiowo jest w krótkim “Jupiterze” oraz opartym na retro elektronice “Ode from Joyce”, jednak zachowano spójny klimat.

Z kolei “One Ankward Fish” to szybka gra perkusji, wsparta elektroniką, równie dynamicznym klawesynem, a nad całością unosi się duch muzyki lat 60., a występujące w tle głosy odbijające się od siebie, budują poczucie niesamowitości. Równie melodyjnie jest w “By The Ports of Europe”, z chóralnie zaśpiewanym refrenem oraz finałowym “Ave Dreamers”.

Benjamin w bardziej bogatszym aranżacyjnie świecie, nadal zachował autentyczność oraz emocje. Tym razem w tekstach dominuje motyw imigrantów oraz poczucie obcości w świecie, co jest pewną świeżością w świecie popu. Całość jest bardzo spójna, mieszająca stare, wręcz klasyczne brzmienia z bardziej współczesnym podejściem producenckim. Wyszła z tego mocna, piękna mieszanka.

8,5/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz