Chuck Barry – Chuck

Chuck_Berry_-_Chuck

Ten zmarły w marcu tego roku gitarzysta i wokalista był jednym z pionierów klasycznego rock’n’rolla, a nieśmiertelność przyniósł mu utwór “Johnny B. Goode”. Ale od 1979 roku artysta nie nagrał żadnej płyty. Już częściowo głuchy, wsparty przez swoich synów nagrał na swoje 90 urodziny premierowy materiał. Muzyk razem z zespołem (pianista Robert Lohr, basista Jimmy Masalla i perkusista Keith Robinson) stworzył dzieło sięgające korzeni rock’n’rolla, ale nie dożył premiery wydawnictwa.

Jaki jest “Chuck”? Klasycznym przykładem nagrań w starym stylu, pełnym energii jak w przypadku otwierającego całość “Wonderful Woman”, ocierającym się o bluesa. Jednak dominuje tutaj szybkie, dynamicznie granie z epoki jak w przypadku singlowego “Big Boys”, gdzie gitara z fortepianem napędzały tempo. Nawet takie spokojniejsze “You Got to My Head” czaruje zgrabnym duetem oraz umiarkowanym tempem, z kolei “Jamaica Man” tak pachnie reggae, że aż czuj zioło. Nawet znalazło się miejsce dla bardziej “festynowego” walca w postaci “3/4 Time”. Ale prawdziwą perła jest sequel największego hitu, czyli “Lady B. Goode”.

Trudno się brzmieniowo do czegoś przyczepić, nawet sam wokal Chucka daje radę, chociaż raz zdarza się melorecytacja (“Dutchman”). Tylko, że nie porwało mnie za bardzo. Trudno odmówić solidnego grania czy nawet niegłupich tekstów, to jednak za mało, by mówić o “Chuck” więcej niż tylko o przyzwoitej płycie.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz