Jestem najlepsza. Ja, Tonya

Łyżwiarstwo to jedna z tych dyscyplino sportowych, które do kina nadają się idealnie. Wygląda widowiskowo, jest dynamiczne oraz czuć krew, pot i łzy. Ale filmów o tej dyscyplinie sportu powstało zaskakująco niewiele. Próbą przełamania tego trendu podjął się reżyser Craig Gillespie filmem „I, Tonya”.

tonya1

Twórca „Miłości Larsa” tym razem próbuje opowiedzieć historię tej bardzo znanej w latach 90. łyżwiarki. Jednak jej sława nie wynikała tylko z umiejętności na lodowisku (pierwsza Amerykanka, której udało się wykonać potrójnego axla – a to niełatwa figura), lecz z powodu pewnego incydentu przed Igrzyskami Olimpijskimi w Norwegii z 1994 roku. Ale reżyser postanowił ubrać to w formę wywiadów przeprowadzonych przez reporterów z Tonyą oraz jej najbliższymi. Stąd narracja bywa poszatkowana i może parę osób wprowadzić w dezorientację, ale nie trwa to zbyt długo. a co dostajemy? Z jednej strony, klasyczna historia od zera do bohatera, czyli walkę Tonyi o sukces. O tyle ciężki, że była pozbawiona wsparcia niemal wszystkich: toksycznej matki, będącej dziwną mieszanką apatii, surowości oraz psychopatii, ani przyszłego męża, ani nawet Związku Łyżwiarskiego. Ten ostatni nie wspierał, bo nie pasowała do wizerunku, jaki chciano wypromować. Dlaczego? Bo Tonya Harding była brzydka (nie, to nie jest obraźliwe, tylko jest to fakt), niewykształcona, za tło wykorzystywała muzykę rozrywkową zamiast klasycznej oraz miała troszkę więcej przy kości niż typowe zawodniczki. Z drugiej zaś pokazuje niebezpieczną siłę mediów oraz siłę toksycznych więzi, krępujących oraz siejących spustoszenie w psychice.

tonya2

Wszystko to jest mieszanką dramatu, komedii (miejscami groteskowej), troszkę kryminału oraz kina sportowego, ale nie jest to rekonstrukcja jeden do jeden. I to nie tylko dlatego, że niektóre relacje są sprzeczne, lecz także z powodu przełamywania czwartej ściany przez bohaterów w trakcie opowieści. I ten koktajl wychodzi smakuje, nie wprowadzając zgrzytów czy poczucia przesytu. I jest to zaskakująco dobrze zbalansowane aż do samego końca. Z jednym małym wyjątkiem, czyli postacią ochroniarza Tonyi, który później mocno namiesza. Ta postać wnosi troszkę humoru, ale jednocześnie jest bardzo przerysowana. Za to świetnie wypadły sceny na lodzie, gdzie kamera (niczym w „Czarnym łabędziu”) krąży, wręcz obraca się dookoła naszej bohaterki.

tonya3

To wszystko by się nie udało. Kapitalnie zagrała Margot Robbie jako Tonya, która z jednej strony jest bardzo rednecka oraz charakterna, wręcz niesamowicie energetyczna. Taka mieszanka siły i słabości, czasami agresywna oraz porywcza, ale pozwalała też sobie pomiatać, unikając przerysowania, szarży czy groteskowości. W kontrze do niej stoi wielka Allison Janney, czyli matki jakiej żadne dziecko nie chciałoby mieć. Pozbawiona emocji, popychająca swoją córkę do przodu, jest wręcz chamska, agresywna, nie pokazująca miłości wobec dziecka. Ta relacja jest przez większą część paliwem dla całości. Wtedy do gry wchodzi Sebastian Stan (Phil, przyszły mąż Tonyi), który z jednej strony sprawia wrażenie pierdołowatego cwaniaka, ale z drugiej strony to facet nie bojący się uderzyć kobiety, którą (niby) kocha.

tonya4

Nie jest to klasyczna biografia, ale Gillespie tworzy bardzo mocne, wyraziste kino, z jednej strony dające sporo rozrywki oraz frajdy, z drugiej potrafi uderzyć dramatycznymi momentami. Pozornie sprzeczne, okazuje się zaskakująco spójnym, miejscami drapieżnym filmem, wprawiającym w zachwyt. Niczym wymyślne popisy na lodzie.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s