AC/DC – Rock or Bust

Rock_Or_Bust

Ten zespół niemal od początku gra na jedno kopyto. Mają tak wyrazisty styl, że nie bylibyście w stanie wychwycić różnić między ich płytami. Ale mimo sporego zaawansowania wiekowego mają Power, energię i robią świetną zadymę. Ostatnio jednak pojawiła się jedna przymusowa zmiana, gdyż gitarzysta Malcolm Young z powodu choroby, musiał opuścić kapelę (zastąpił go siostrzeniec Stevie, więc liczba Youngów w grupie się zgadza), a perkusista Phil Rudd został oskarżony o podżeganie do dwóch morderstw. Nie wiem, czy ta reklama jest im potrzebna, ale panowie nagrali nową płytę, jakkolwiek to brzmi.

Myślicie, że doszło do jakiejś rewolucji? Zapomnijcie o tym. To tak jakby punkowa kapela postanowiła grać na skrzypcach. Więc nadal mamy do czynienia z surowym, prostym, ale energetycznym rock’n’rollem z mocną perkusją, hardrockowymi riffami oraz charyzmatycznym wokalem Briana Johnsona. Jednak poczucie deja vu jest tutaj mocno odczuwalne (tytułowy utwór troszkę przypomina „Back in Black”, a singlowe „Play Ball” może kojarzyć się z „Rock’n’Roll Train”), zwłaszcza że kilka kapel wzorujących się na starych dinozaurach w ciągu sześciu lat przerwy zrobiło lepsze albumy (m.in. Airborne). Plusem na pewno jest czas trwania – nieco ponad pół godziny, czyli dawka taka w sam raz.

W zasadzie można porównać nowe AC/DC do taniego jabola. Jest dobry, bo tani i jest tani, bo dobry. Koneserzy rzadko pija takie trunki, ale czasami raz na jakiś czas wypada wypić. Wymienianie tytułów (poza singlowymi) mija się kompletnie z celem. Ta maszynka, mimo że najlepsze lata ma za sobą, potrafi jeszcze kopnąć. Założę się, ze na koncertach ten materiał będzie brzmiał znakomicie, a wy?

7/10

Radosław Ostrowski

AC/DC – Iron Man 2

Iron_Man_2

Kim jest Iron Man? To facet w dużej zbroi, który ratuje świat i świetnie się przy tym bawi. Każda z części była przykładem dobrego rozrywkowego kina. Ale spece od marketingu wpadli na diabelsko-szatański pomysł, by wydać muzykę z filmu, choć w filmie się nie pojawia (raptem dwa utwory).

Nie jest to music inspired by, ale tak naprawdę to jest kompilacja piosenek zespołu AC/DC. Pomysł może wydawać się z dupy wzięty, jednak zawartość pokazuje zupełnie coś innego. Piosenki australijskiej kapeli idealnie pasowałyby do opowieści o Człowieku z Żelaza. Czyste, hard rockowe nuty, gdzie gitara gra jak szalona, perkusja wali, a Brian Johnson ma chrypliwy głosi miesza się z Bonem Scottem. I tyle. Utwory tylko dla twardzieli, o czym mogą świadczyć same tytuły – „Shoot to Thrill”, „T.N.T”, „Evil Walks”, „Thunderstruck” czy „War Machine”. Wszystko tu wali, grzmi, wybucha i jest hardrockowe z akcentem na hard.

Poza tym jest to taki the best of AC/DC – nie mogło zabraknąć największych hitów jak „Highway to Hell”, „Back in Black”, jednak są też trochę mniej znane piosenki jak „Guns for Hire”, ” Cold Hearted Man” czy „Have a Drink on Me”. Wiadomo, czego się spodziewać po AC/DC i brzmi to jak cholera, zaś osoby nie znającego tej kapeli, po filmie mogli by natrafić na ten album i odkryć twórczość kapeli braci Young.

Mogło się to wydawać bezsensownym zabiegiem, ale ta muzyka nadal ma siłę i choć jest to produkt, jakość jest tu najwyższa. Nic nowego (poza okładką), ale to dobra muzyka. Co z tego, że znana (większości)?

7/10

Radosław Ostrowski