Klan Sycylijczyków

Europejskie kino sensacyjno-gangsterskie bardzo odbiega stylem od amerykańskiego stylu. Stylu pełnego blichtru, bogactwa oraz honorowego kodeksu zasad. Właśnie ten inny kierunek reprezentuje choćby francuski “Klan Sycylijczyków” w reżyserii Henri Verneuila z 1969 roku.

Bohaterem jest Robert Sartet (Alain Delon) – bandyta z Korsyki, specjalizujący się w kradzieży biżuterii. Gdy go poznajemy, jest już w rękach policji, ale nie na długo. Udaje mu się zbiec z policyjnego wozu, w czym pomaga mu włoska mafia Malanese. Nie robią tego jednak bezinteresownie, albowiem Sartet w celi poznał pewnego inżyniera. Mężczyzna siedział za zabójstwo w afekcie, a wcześniej instalował zabezpieczenia w chronionym obiekcie z cenną biżuterią. Razem przygotowują plan skoku, ale pojawiają się komplikacje. I nie chodzi tylko o ścigającego gangstera inspektora policji Le Goffa.

Reżyser bardzo powoli przedstawia wszystkie element układanki, a jednocześnie mimo oszczędności trzyma w napięciu. Dialogów jest niewiele, strzelania i pościgów też jak na lekarstwo. Bo i nie o to tu chodzi. Verneuil pokazuje przede wszystkim relacje między półświatkiem a policją. Tu jest bezwzględna walka, gdzie wszelkie środki są dozwolone. Podsłuchy, inwigilacja, wymuszanie zeznań, zdrada – policja jest równie bezwzględna i brutalna jak przestępcy. Tutaj takie wartości jak lojalność I zaufanie są bardzo mocno ograniczone, a każdy prowadzi swoją grę. A kto kogo wykiwa? Kto zdobędzie łup? Nie brakuje zarówno imponujących momentów jak porwanie samolotu czy nalot na fotografa. Nie ma tu miejsca na nude, tempo cały czas jest zachowane, zaś napięcie potrafi wybuchnąć. Atmosferę jeszcze podkreśla świetna muzyka Ennio Morricone, z niezapomnianym tematem przewodnim.

A wszystko jest rewelacyjnie rozpisane na trzech aktorów. Alain Delon jako Sartet jest jednocześnie czarujący, pociągający, jak i wyrachowany, bardzo chłodny. Ta zbitka tworzy połączenie przestępcy energicznego, a także lekkomyślnego ryzykanta. Kontrastem dla niego jest fantastyczny Jean Gabin w roli ojca chrzestnego, zachowującego opanowanie oraz przewidującego kilka kroków do przodu. Pośrodku nich jest inspector Le Goff o aparycji Lino Ventury – prawdziwy twardziel walczący nie tylko z przestępcami, ale też z paleniem papierosów. Najbardziej szorstki, działający na granicy prawa, wydaje się niczym nie różnić od tych, których ściga. Ten pojedynek wciąga niczym kosiarka trawę.

Klasycznie zrobiony, pozbawiony efekciarstwa kryminał gangsterski, gdzie czuć europejski dotyk. Większe jest skupienie na psychologii I intrydze niż na pościgach czy strzelaninach, nie wywołując w ogóle znużenia.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Samuraj

Jef Costello jest płatnym zabójcą, który mieszka sam (nie licząc ptaszka w klatce). Dostaje kolejne zlecenie i realizuje je – zabicie właściciela nocnego lokalu w Paryżu. Ale mężczyzna zostaje jednak aresztowany i potem wypuszczony. Mocodawcy Costello są jednak zaniepokojeni tym faktem i próbują go usunąć, co nie udaje się. Zabójca postanawia sam dorwać swoich mocodawców.

samuraj1

Jean-Pierre Melville – to nazwisko miłośnikom gatunkowego kina europejskiego mówi wiele. Choć rozgłos przyniósł mu fil „W kręgu zła”, nakręcony trzy lata wcześniej „Samuraj” pozostaje utrzymany w tej samej stylistyce reżysera – oszczędność dialogów, ascetyczna forma i powolne budowanie napięcie w oparciu o konsekwencje działań. Także tutaj reżyser stawia bardziej na fatalistyczną atmosferę, celebrację detalu oraz parę momentów zaskoczenia. I jak zwykle mamy tutaj archetyp milczącego twardziela, która działa niż mówi (tego typu bohater nadal trzyma się dobrze, co pokazuje, m.in. „Drive”). Może i fabuła jest dość prosta, ale sposób realizacji jednak intryguje aż do samego końca. Wiele scen zapada mocno w pamięć (m.in. zamontowanie podsłuchu w domu Jefa i wykrycie go czy konfrontacja w komisariacie), a i parę drobnych nieścisłości się znajdzie (chodzący w zasadzie w tym samym ubraniu główny bohater), ale to są naprawdę drobiazgi, nie psujące przyjemności z oglądania. Ważną rolę tutaj odgrywa dźwięk, subtelna muzyka, zaś same sceny przemocy są krótkie, ale gwałtowne.

Ale to wszystko nie miałoby racji bytu, gdyby nie bardzo oszczędna rola Alaina Delona – bardzo powściągliwa postać cyngla, który trzyma się swoich zasad. Samotny, zamknięty w sobie facet, o którym nie wiemy praktycznie nic. Równie przekonujący jest Francois Perier w roli dociekliwego komisarza oraz Cathy Rosier, czyli pianistka.

samuraj2

„Samuraj” to bardzo interesujący i precyzyjny kryminał Melville’a. Może mało dynamiczny, ale jednak trzyma w napięciu i zostaje w pamięci na długo.

8/10

Radosław Ostrowski

W kręgu zła

Złodziej Corey wychodzi z więzienia, ale wcześniej dostaje od strażnika plan napadu na jubilera, w którym zamontowano nowe systemy alarmowe. Do napadu wciąga przypadkowo poznanego Vogela, który uciekł komisarzowi Mattei. Do pomocy przy włamie zostaje poproszony Jensen – były gliniarz, topiący swoje smutki alkoholem. W ślad za nimi rusza Mattei, który nie posunie się przed niczym.

krag_zla1

W zasadzie kryminały i filmy sensacyjno-gangsterskie są domeną Amerykanów, jednak powoli Europa zaczyna ich doganiać. Widać to zarówno na przykładzie filmów ze Skandynawii, ale też i Francji, co było widać już ponad 30 lat temu. Jednym z europejskich specjalistów był Jean-Pierre Melville, który swoją formę potwierdził w swoim najsłynniejszym dziele – „W kręgu zła”. To film wyjątkowy, bo dialogów w nim stosunkowo niewiele, akcja też specjalnie nie pędzi na łeb na szyję, ale mimo tego ten film wciąga i trzyma w napięciu aż do krwawego finału. O głównych bohaterach nie wiemy zbyt wiele, ale są to ludzie samotni, zmęczeni, nie mający niczego stabilnego. Intryga jest prowadzona bardzo dokładnie, klimat jest ponury, a kobiety praktycznie się w nim nie pojawiają. Melville bardzo precyzyjnie buduje akcję (napad na jubilera rozegrany bez słów), mistrzowsko wykorzystując montaż i pracę kamery. Także pojawiająca się rzadko muzyka współtworzy klimat tego męskiego świata. Każdy gest, spojrzenie i detal jest istotny, nie ma tu miejsca na nudę. Być może dlatego ten film jest uznawany za absolutnego klasyka gatunku.

krag_zla2

Nie zawodzą też aktorzy, którzy stworzyli fantastyczne kreacje. Trudno powiedzieć coś złego na temat Alaina Delona (elegancki Corey), Gian Marii Volonte (tajemniczy Vogel) czy Yvesa Montanda (Jensen). Jednak dla mnie największym zaskoczeniem był Bourvil. Ten aktor kojarzony przede wszystkim z rolami komediowy, bardzo zaskakuje w roli komisarza policji – małomówny, dokładny i wnikliwy. Mocna rola.

Niby jest to pozornie historia jakich wiele było w kinie, ale Melville to mistrzowsku buduje klimat i prowadzi całą fabułę. Nic dziwnego, że krążą plany o realizacji remake’u, tylko po co to robić?

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski