Mustang z Dzikiej Doliny: Droga do wolności

Nie spodziewałem się, że doczekam się kontynuacji (poniekąd) „Mustanga z Dzikiej Doliny” po 20 latach. Bo co nowego można opowiedzieć w historii o dzikim mustangu na Dzikim Zachodzie? I czemu zdecydowano się na kontynuację po tylu latach? „Droga do wolności” w zasadzie opiera się na serialu Netflixa niż na animacji DreamWorksa i to chyba wyjaśnia czemu mnie to rozczarowało.

Główną bohaterką jest Lucky Prescott, która jest wnuczką biznesmena, aspirującego do urzędu gubernatora. Jej matką była mistrzyni rodeo, jednak zginęła podczas jednego z występów. Dziewczyna była wtedy dzieckiem, więc nic nie pamięta, ale mieszka u dziadka zamiast ojca. Problem w tym, że Lucky nie potrafi odnaleźć się w świecie wyższych sfer i wywołuje spory ferment. Nawet ciotka Cora nie jest w stanie ujarzmić jej temperamentu. Dlatego po kolejnej wpadce dziewczynka zostaje odesłana na wakacje do ojca, którego w zasadzie nie zna. Jak się tam odnajdzie?

Fabuła jest banalna i oparta na prostych kontrastach postaci: niepokorna Lucky, sztywna ciotka Cora, przygnębiony ojciec Jim, twardzi kowboje, empatyczny ranczer. Niestety, każda z postaci jest płaska, szablonowa oraz nieszczególnie interesująca. Nawet zatrudnieni do ich zagrania aktorzy (i to nie byle jacy, bo są m.in. Julianne Moore, Jake Gyllenhaal czy Walton Goggins) nie mają pola do manewru. Lucky zaprzyjaźnia się z innymi dwoma dziewuchami – jedna to czarnoskóra córka ranczera, druga to blondwłosa twardzielka, co ma brata-naciągacza oraz fałszuje okrutnie. Cała ta trójka od razu ma na pieńku z przybyłymi kowbojami, którzy mają tylko jeden cel: ujarzmić dzikie konie i sprzedać je. A jednym z tych koni jest mustang, bardzo podobny do tego z oryginału. Ale ich lider uważnie przygląda się jak dziewczyna próbuje się do niego zbliżyć w mniej siłowy sposób. Co z tego wyniknie? Wiadomo, bo tu wszystko widać jak na dłoni. Tutaj dzieci są o wiele sprytniejsze i mądrzejsze od dorosłych (nawet od bandytów, których inteligencja jest gdzieś na poziomie bohaterów Looney Tunes).

Sama kreska też jest najwyżej przeciętna, pozbawiona detali i jakby skrojona pod produkcję telewizyjną. Niby jest płynna, ale szału nie robi. Nawet poprzednie produkcje DreamWorks wyglądały o wiele lepiej pod tym względem. Humoru jest bardzo na lekarstwo i jako dorosły nie miałem żadnej przyjemności. Nawet sceny galopu koni czy jazdy na nich wyzwalały we mnie tylko obojętność, a to jest najgorsze uczucie jakie może trafić się podczas seansu.

Nie mogę potraktować tego filmu inaczej niż w kategorii bezczelnego skoku na kasę i to jeszcze niskim kosztem. Reżyserzy bez doświadczenia, słaba historia, nieciekawi bohaterowie oraz archaiczna animacja – nie bardzo wiem, komu można polecić taką miernotę.

4/10

Radosław Ostrowski

Świąteczny szok

Wszyscy wiemy jakie są reguły tzw. kina świątecznego. Muszą grać w tle dzwoneczki, dekoracje na choince i prezenty, a ludzie w ten dzień pozwalają sobie na szczerość i dzięki temu rozwiązują swoje życiowe problemy, co trwają miesiące albo lata. Czasami może to wyjść dobrze, mimo pozornego fałszu na papierze. Czy tak jest w przypadku filmu „Świąteczny szok”?

Punkt wyjścia wydaje się niezbyt skomplikowany. Mamy dwie dziewczyny – Abby i Harper – żyją ze sobą od dłuższego czasu. I przychodzi ten moment, że nasze panie chcą wspólnie spędzić święta Bożego Narodzenia. W domu rodzinnym Harper, gdzie ojciec jest politykiem i stara się o urząd burmistrza, zaś matka wszystkie wydarzenia z życia rodziny umieszcza na Instagramie. Do tego jeszcze przyjeżdżają siostry dziewczyny, co troszkę komplikuje sytuację. Ale jest jeszcze jeden poważny problem: Harper nie wyznała swoim rodzicom, że jest lesbijką. Decydują, że będą udawać współlokatorki. Co może pójść nie tak podczas tych paru dni?

Tu się zaczyna cała heca, którą postanowiła pokazać reżyserka Clea DuVall. „Świąteczny szok” miejscami bardzo przypomina farsę, gdzie humor oparty jest na prostych gagach i pomyłkach. Reżyserka wykorzystuje zbliżającą rodzinną uroczystość do przestawienia (bardzo grubą kreską) spojrzenia na rodzinę. Bardzo konserwatywną familię, gdzie liczy się wizerunek. Z powodu tematyki całość mogła iść w stronę depresyjnego, bardzo poważnego dramatu. Bo strach przed „wyjściem z szafy” przed rodzicami w obawie przed brakiem akceptacji to jest sprawa dla wielu bardzo ważna. I czuję, że ten film nie unika tej kwestii, ale jednocześnie nie jest śmiertelnie poważny. Kolejne komplikacje (przybycie najinteligentniejszej córki z dwójką dzieci, była dziewczyna i były chłopak) nie są niczym zaskakującym, ale – co zabrzmi paradoksalnie – jest na tyle sprawnie zrealizowane oraz wyegzekwowane, że nie było miejsca na nudę. Przy wielu miejscach szczerze się zaśmiałem (zwłaszcza przy każdym wejściu przyjaciela Abby oraz najbardziej ignorowanej siostry Harper), nie zabrakło paru poruszających chwil i nad wszystkim wisiała ta atmosfera znana z tego typu filmów.

Nie brakuje tutaj barwnych postaci, które są absolutnie wyraziście zagrane. Kradnący szoł Daniel Levy jako Jack (przyjaciel-gej, jednak nie będący karykaturą) oraz Mary Holland wcielająca się w Jane (neurotyczka z obsesją na punkcie fantasy) są absolutnie cudowni i dodają wiele lekkości. Swoje robi zaskakująca Aubrey Plaza, czyli była dziewczyna Harper, Riley, potrafiąca zelektryzować samą obecnością. To wszystko trzymają jednak na swoich barkach Kristen Stewart oraz Mackenzie Davis, które są przeurocze i ładnie się uzupełnią. Zwłaszcza Davis, tworząca bardzo skonfliktowaną postać, chcącą zarówno akceptacji rodziców, jak i swojej partnerki.

Czy to będzie wielki świąteczny klasyk? Nie sądzę, bo jest bardzo schematyczny oraz przewidywalny, a jednocześnie przeuroczy i pełen frajdy. Wiem, że jest to paradoks, lecz tak właśnie to czuję. I nawet zakończenie nie było w stanie tego zepsuć. Prawdziwy szok.

7/10

Radosław Ostrowski

Undone – seria 1

Alma pozornie wydaje się młodą kobietą po 30-tce. Mieszka z chłopakiem pochodzącym z Indii, straciła słuch (korzysta z aparatu), nie przepada za nadopiekuńczą matką i nie chce stabilizacji. Jeszcze ma młodszą siostrę, która wychodzi za mąż za bogatego białasa. Czy wspomniałem, że Alma jest Meksykanką? Jakby tego było mało, jej ojciec zginął w wypadku samochodowym, gdy była jeszcze dzieckiem. Wszystko zaczyna się w momencie, gdy kobieta ma wypadek samochodowy. Przed zderzeniem z ciężarówką na czerwonym, ukazał się przed oczami… jej ojciec i prosi ją o pomoc. Mężczyzna jest przekonany, że wypadek, w którym zginął, nie był tylko wypadkiem.

undone1-2

Jak to możliwe, że w Polsce Prime Video od Amazona nie jest tak popularne jak Netflix? Ich oryginalne produkcje nie są wcale gorsze od amerykańskiego potentata, też zdobywając nominacje do wielu prestiżowych nagród. Sam opis „Undune” sugeruje bardzo intrygującą historię, mieszającą wątek kryminalny z obyczajowym oraz… fantastyką. Bo jak inaczej potraktować możliwość zaginania czasu i przestrzeni? A jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia oraz mózg? Pod tym względem serial Raphaela Boba-Waksberga (tak, tego kolesia od „BoJacka Horsemana”) przypomina klimatem powieści Philipa K. Dicka. Jawa to czy sen? Naprawdę istniejemy w rzeczywistości, którą możemy zmieniać wolą umysłu czy mamy do czynienia z chorobą psychiczną? Ten pierwszy wariant brzmi zbyt pięknie, drugi jest przerażający. Co jest prawdą, a co jedynie wytworem zwichrowanego umysłu? Te pytania pojawiają się w głowie dopiero pod koniec oglądania, bo bardzo chciałem wierzyć Almie. Wszystko widzimy z jej perspektywy, więc musi mówić prawdę, no nie? Ciągle twórcy kombinują i do samego końca nie mamy jednoznacznej odpowiedzi.

undone1-1

Podróże w czasie, możliwość zmiany przestrzeni, kontakty z przodkami – niby wszystko tutaj ma swoje jakieś naukowe wytłumaczenie, ale nie brzmi to jak bełkot. Jest bardzo fascynujące i to wszystko podane jest w bardzo nietypowej formie. „Undone” to jest animacja, ale zrobione w technice rotoskopowej. Innymi słowy nakręcony materiał z żywymi aktorami zostaje ręcznie, klatka po klatce, kolorowane i wygląda jak rysowana kreska. To jeszcze bardziej wywołuje surrealistyczne doświadczenie na granicy jawy i snu. Stąd to skojarzenie z Dickiem czy zrobionymi w tej formie filmami Linklatera, pozwalając twórcom się pobawić. Najbardziej tą zabawę widać na początku, kiedy – tak jak bohaterka – jesteśmy zdezorientowani, chronologia jest zaburzona, zaś obraz powstaje tuż przed naszymi oczami. Ogarnięcie tego dla wielu osób może być barierą nie do przeskoczenia, ale poziom skomplikowania całej historii to tak naprawdę zasłona dymna. I nie bójcie się zaryzykować.

undone1-3

Aktorsko jest tutaj więcej niż bardzo dobrze, ale najważniejsze są tutaj dwie postacie, czyli Alma i jej ojciec. Pierwszą gra Rosa Salazar, która jest absolutnie fenomenalna i bardzo trudna do rozgryzienia. Z jednej strony bardzo wrażliwa, delikatna, z drugiej bardzo zdeterminowana, sarkastyczna oraz ironiczna. Zderzenie tych sprzecznych emocji nie gryzie się ze sobą, nawet jeśli używa tylko mowy ciała czy spojrzeń. Bardziej stonowany jest jej ojciec, w którego wciela się Bob Odenkirk. Wydaje się mocno stąpającym po ziemi naukowcem, nawet jeśli jego teorie brzmią wariacko, nie pokazującym emocji, zaś jego motywacja owiana jest tajemnicą. Dynamika tego duetu to najmocniejszy punkt tego serialu, przez co ogląda się go z takim zainteresowaniem.

undone1-4

Amazon już wcześniej ogłosił, że będzie druga seria „Undone”. Ja się z tego powodu cieszę, bo to jedna z najbardziej frapujących produkcji zeszłego roku, przepięknie wyglądająca oraz bardzo poruszającą historią. Dla fanów „BoJacka” oraz poszukiwaczy treści pozycja zdecydowanie obowiązkowa.

8/10

Radosław Ostrowski