Mr. Holmes

Wszyscy znamy mieszkańca pewnego domu na Baker Street 221B. Miał on twarze wielu aktorów tak znanych jak Basil Rathborne, Jeremy Brett, Christopher Plummer czy ostatnio Benedicta Cumberbatcha. Jednak w tym roku reżyser Bill Condon postanowił zaryzykować i nakręcić własną wersję opowieści o genialnym detektywie, dając mu twarz Iana McKellena. Czy to ryzyko się opłaciło?

mr._holmes1

Wyobraźcie sobie Holmesa, który nie pracuje już jako prywatny detektyw i został… pszczelarzem, gdzieś w wiosce zabitej deskami. Ciężko to przyjąć do wiadomości, prawda? Dodatkowo mieszka z gosposią oraz jej synem, Rogerem. Naszego detektywa prześladuje sprawa sprzed ponad 30 lat, czyli tuż po I wojnie światowej. Do detektywa przychodzi niejaki pan Kelmot, który podejrzewa, iż jego żona jest pod urokiem swojej nauczycielki muzyki. Sherlocka sprawa ta po latach prześladuje, a pamięć u 93-letniego detektywa już nie taka mocna jak kiedyś.

mr._holmes2

I tutaj reżyser ogrywa postać naszego detektywa, którego tak dobrze znamy. Owszem, nadal jest inteligentnym, troszkę narcystycznym człowiekiem, posiadającym silny intelekt i znającym zachowania ludzi, jednak jego najmocniejszy atut zawodzi. Sama akcja jest zepchnięta na drugi plan, jednak twórcy ubarwiają ją za pomocą podwójnej retrospekcji – samego śledztwa, jak i późniejszych poszukiwań żółtokrzewu w Japonii, gdzie pomaga mu pan Umezaki. Nie ma tutaj szybkiego tempa, masy trupów czy strzelania – tu jest eleganckie, dokładnie prowadzone śledztwo oraz rozwiązanie ostatniej zagadki. Ta nietypowa konstrukcja ma zaciekawić i pokazać zmagania naszego bohatera ze starością, przemijaniem oraz radzeniem sobie z samotnością, co jest naprawdę świetnym rozwiązaniem, odświeżającym archetyp klasycznego detektywa.

mr._holmes3

Dodatkowo Condonowi pomaga w tym bardzo dobry Ian McKellen, nadający swojemu bohaterowi elegancji (scena w parku, gdzie podszywa się za jasnowidza oraz sceny jego dedukcji to perełki) współczesnej detektywistyki, ale też pokazując jego bezsilność oraz częściowe pogodzenie się ze stanem rzeczy za pomocą spisywania, a także medycyny alternatywnej. Kamera przez większość czasu pokazuje twarz aktora – zmęczoną, pełną zmarszczek i porusza się dość ociężale. Partnerujący aktorowi Laura Linney (dość surowa, choć oddana pani Munro), jak i młody Milo Parker (Roger) są świetni, zwłaszcza chłopiec traktujący Holmesa jak ojca, którego odejście mocno naznaczyło jego życie. Ten duet nakręca i mimo dość oczywistego szlaku, ogląda się dobrze.

mr._holmes4

„Mr. Holmes” fanów kryminalistyki rozczaruje, a miłośników detektywa z Baker Street może znużyć swoim tempem. Jednak nie można nie docenić próby odświeżenia znanego bohatera oraz pokazania w miarę „prawdziwego” portretu, co potrafi oczarować. Fani Holmesa na pewno go obejrzą, ale trzeba sporo cierpliwości. Jeśli ją macie, to zaryzykujcie.

7/10

Radosław Ostrowski

Sherlock – seria 3

Sherlock” z BBC okazał się jedną z najlepszych adaptacji utworów Arthura Conan Doyle’a o tym pierwszym prywatnym detektywie. Świetne scenariusze, zaskakujące intrygi oraz zwroty akcji plus kapitalne role Benedicta Cumberbatcha i Martina Freemana spowodowały światowy sukces tego przedsięwzięcia.Na kolejna serię czekaliśmy aż dwa lata, by znaleźć odpowiedź na nurtujące pytanie – jak Sherlock Holmes sfingował swoja śmierć.

Holmes „zmartwychwstaje”, Watson musi na nowo poukładać sobie życie, zaś Mary (przyszła żona Watsona) zaskakująco dobrze dogaduje się z Holmesem. Zagadki kryminalne są jak zawsze ciekawe (atak terrorystyczny, próba zabójstwa na weselu i konfrontacja z Napoleonem szantażu, Magnussenem), ale twórcy tym razem próbują pokazać Holmesa z innej niż zazwyczaj strony, bardziej… ludzkiej (Holmes jako drużba na weselu, przerażony wizją wygłaszania mowy – jego najtrudniejsze zadanie) oraz dominują tutaj wątki obyczajowe.

Każdy odcinek jest perfekcyjny pod względem technicznym (szybki montaż skupiający się na detalach, napisy pokazujące myśli Holmesa czy słynny „pałac umysłu”, który wygląda teraz zupełnie inaczej niż ostatnio), zaś nadal twórcy skupiają się na bohaterach oraz ich relacjach. Nie zabrakło humoru, oszustw i mistyfikacji (ostatni odcinek wręcz w nie obfitował), hołdu złożonego Conan Doyle’a oraz zaskakującego cliffhangera na końcu (więcej nie zdradzę, ale będzie czwarta seria), ale zmiana klimatu i konwencji wielu może zniechęcić i znuży. Ostatni odcinek to jednak powrót do starego, dobrego Holmesa jakiego znamy, a jednocześnie poznajemy jego poważny nałóg – morfina.

Co do aktorstwa, niewiele się tu zmieniło, czyli jest po prostu znakomicie. Benedict Cumberbatch jest po prostu w swoim żywiole i jako Sherlock po prostu kradnie każdą scenę, kiedy się pojawia. Nadal jest socjopatą z nieprzeciętną inteligencją, który jednak próbuje zachować się jak człowiek (wesele). Także Martin Freeman jako bardziej stojący przy ziemi Watson, który odkrywa jak bardzo jest uzależniony od adrenaliny. Między panami nadal jest chemia i respekt. Z nowych postaci zdecydowanie wyróżniają się Mary Norstam (świetna Amanda Abbington) – urocza, czarująca kobieta, która jednak skrywa bardzo mroczną tajemnicę oraz Charles Augustus Magnussem (piekielnie dobry Lars Mikkelsen) – szantażysta, opanowany, wnikliwy i bardzo niebezpieczny.

Trzecia seria dla mnie pozostaje najsłabszą w serialu, co w tym przypadku oznacza bardzo dobry poziom. Steven Mofatt z Markiem Gatissem wiedzą co robią, tworząc serial o Sherlocku, choć każdy rozumiał to inaczej. Ja się jednak nie zawiodłem, więc ostrożnie polecam. Dobrze, że pan wrócił, Mr. Holmes, bo cały świat pana potrzebował.

8/10

Radosław Ostrowski