Na planetę Aura, z której dochodzi pewien tajemniczy sygnał, wyrusza ekspedycja składająca się z dwóch statków: Argosa i Galliota. Jednak podczas lądowania załoga jest wręcz gnieciona przez tamtejszą grawitację, a gdy dochodzi do kontaktu z podłożem, załoga dostaje szału i próbuje się nawzajem wymordować.

Mario Bava tym razem idzie w stronę kina SF zmieszanego z horrorem. Pozornie historia brzmi jak z kina klasy B, czyli mamy tajemniczą planetę, coraz dziwne sytuacje, których trudno wyjaśnić w sposób racjonalny. Ale wyjaśnienie, mimo że wydaje się bardzo oczywiste (umierająca rasa chce wyrwać się i podbić świat, by przetrwać), to jednak reżyserowi udało się zbudować klimat tajemnicy, osaczenia, niepokoju. Uderzyła mnie bardzo bogata scenografia, chociaż twórcy – poza salą filmową nie mieli praktycznie nic – zbudowali wnętrze statku kosmicznego (widać, że to lata 60.), jak i samej planety pełnej zarówno niepokojącej roślinności, wulkanów, dziwacznych kształtów. Wygląda to bardzo elegancko, a długie kadry tylko pomagają wejść w tą opowieść, będącą inspiracją dla „Obcego”.

Zdarzają się w zachowaniu mniejsze głupotki, ale „Planeta” potrafi miejscami straszyć, choć później ten klimat zaczyna się coraz bardziej sypać. Za to Bava pewnie prowadzi intrygę, potrafi zaskoczyć finałem (ale jak niby miałoby dojść do tej sytuacji – nie mam pojęcia), chociaż sceny bijatyk oraz strzelanin wyglądają dość teatralnie, zaś aktorstwo też delikatnie mówiąc, nie jest najwyższych lotów. Ale z tych dziwacznych elementów powstał film klasy B, który daje wiele frajdy i satysfakcji. Angażujący, wciągający, chociaż niekoniecznie mądry film rozrywkowy.
Ma w sobie pewien niewymuszony urok, chociaż wampirów nie zauważyłem.
6,5/10
Radosław Ostrowski











