Dawno, dawno temu była sobie mała galijska wioska, która stawiała dzielny opór rzymskiemu najeźdźcy. To było w czasach, gdy Rzymem rządził Juliusz Cezar. Genialny wódz próbował wielu sztuczek, ale wszystko kończyło się klęską. I kiedy wydawałoby się, że sprawa jest już stracona, Cezar wpadł na genialny pomysł – zbudować przy wiosce Galów osiedle dla Rzymian, by za pomocą cywilizacyjnego podstępu „zromanizować” Galów i zniszczyć wioskę.

Ile ja razy oglądałem te stare animacje o Asterixie i Obelixie? Mnóstwo i za każdym razem czułem tą niesamowitą frajdę. Potem powstały filmy o galijskim duecie z Gerardem Depardieu w roli Obelixa, a teraz Galowie wrócili do animacji. Czy Galowie się zmienili? Absolutnie nie, Asterix z Obelixem nadal się przekomarzają i lubią spuszczać łomot Rzymianom, w wiosce nadal się kłócą o świeżość ryb, a druid Panoramix ciągle dzieli się swoją mądrością oraz radami. I tak jak zawsze, Galowie muszą pokonać Rzymian, by na końcu zjeść wielką ucztę. Czyli jakby główne clou całej imprezy pozostało bez zmian. Ale jest jeden drobny myk, czyli interakcję między rzymskimi turystami (w zasadzie nowymi mieszkańcami) a Galami. Powoli zaczyna się budzić w Galach chęć zarobku oraz powolne wykorzenianie. Dochodzi nawet do przyjaźni między Galami a rzymską familią Miniminusa, co jest dodatkowym smaczkiem.

Twórcy pozwalają sobie na żarty oraz aluzje do popkultury (jak to zawsze w tej serii było), ale i tak esencją pozostaje finałowa naparzanka między Galami i Rzymianami (kolejny żelazny gwóźdź repertuaru). Przy okazji panowie szydzą z praw związkowych (strajki legionistów i robotników), obnażają brudną politykę, a walki gladiatorów przypominają zawody wrestlerów. I ta sprawdzona formuła ze zmieszanymi nowymi składnikami nadal smakuje (a może to nostalgia za mną przemawia).

Sama animacja i kreska jest typowo europejska, a jednocześnie wierna komiksowemu pierwowzorowi. Postacie są trójwymiarowe, ale mają swój szorstki urok (Galowie). Przyjemnie się to ogląda i okraszone jest bardzo podniosłą, wręcz epicką muzyką. No i dubbing nie zawodzi, choć łatwo nie było. Bo nie byłem w stanie zapomnieć genialnych interpretacji głównych bohaterów (Asterixa i Obelixa) zarówno w wykonaniu duetu Ryszard Nawrocki/Jan Prochyra, jak i Mieczysław Morański/Wiktor Zborowski. Tym razem w sprytnego Asterixa oraz silnego Obelixa wcielili się Wojciech Mecwaldowski i Arkadiusz Jakubik. Powiem krótko – panowie dali radę. Mocno zaskoczył ten drugi mówiąc bardzo niskim głosem (niższym niż zazwyczaj), ale charakter postaci zachowano. Klasę potwierdzili też Piotr Fronczewski (Julek Cezar) i Miłogost Reczek (wódz Asparanoiks).

Muszę przyznać, że Asterix z Obelixem wrócili do dobrej formy (a czy byli kiedyś w słabszej?) i mimo lat dość zaawansowanego wieku, zachowują młodość i świeżość. A już pojawiły się plany kontynuacji, więc czekam z niecierpliwością. Bo będzie dobrze, prawda?
7/10
Radosław Ostrowski




