Gra Endera

W niedalekiej przyszłości, ludzkość toczy ciężką wojnę z robalami. Po 50 latach, robaczki chcą wrócić i znów spuścić nam łomot. Ale ludzie już są do tego przygotowani i stworzyli ośrodek szkoleniowy, gdzie trenowane do walki są… młodzi nastolatkowie. Jednym z nich jest Andrew „Ender” Wiggin – urodzony jako Trzeci (rodziny mogły mieć tylko dwoje dzieci, zaś o trzecie musiały mieć pozwolenie), w którym dowódca szkolenia pułkownik Graff dostrzegł potencjał na wielkiego stratega. Poznajemy go w momencie, gdy chłopak zostaje… usunięty ze szkoły na Ziemi.

ender1

Przeniesienie na ekran powieści Orsona Scotta Carda wydawało się praktycznie zadaniem nie do zrealizowania. Ale kiedy 30 lat po napisaniu powieści, dochodzi do realizacji niemożliwego, to wiedzcie, że coś się dzieje. Zadania adaptacji podjął się Gavin Hood, który jakoś nie ma ręki do dobrych filmów („X-Men Geneza: Wolverine” najlepszym przykładem), ale jak wiadomo zła passa nie może trwać wiecznie. Reżyser skupia się przede wszystkim na psychice głównego bohatera, który jest kreowany i wsadzany w buty „charyzmatycznego stratega”, od którego zależą losy całej ludzkości. I nie ma w tym cienia przesady, zaś metody szkolenia są naprawdę ostre i twarde. Tu nie ma kolegów, tylko konkurencja, a Ender jest manipulowany przez Graffa i innych wojskowych, żeby tylko pasował do mitu, jaki jest tworzony. Manipulacja, oszustwo i przemoc to jedyne uznane metody i tolerowane, a ponieważ tak jak Ender nie jesteśmy do końca świadomi tej gry, przez to dochodzi do kilku zaskoczeń. I ten wątek całej historii jest najciekawszy w całym filmie. Samo szkolenie i „sukcesy” Endera są mocno uproszczone, ale jednak potrafią zaciekawić.

ender2

Także strona realizacyjna trzyma więcej niż przyzwoity poziom. Efekty specjalne potrafią przykuć uwagę – patrz: sceny „walk” między drużynami w sferze bez grawitacji czy ostateczna walka o obcymi, która jest „symulacją”, zdjęcia i montaż tez są zgrabne, jedynie muzyka jest tutaj słaba i za bardzo zajeżdża „Mass Effectem”. Ale ciągle mam wrażenie, że: po pierwsze – trochę to przypomina Harry’ego Pottera (wiem, że powstał później od Endera – przynajmniej pierwowzór literacki, jednak nie byłem w stanie tego rozerwać), po drugie: zakończenie pozostaje dość dziwaczne i urwane (czyżby miały powstać następne części? Will see.)

ender3

Jeśli chodzi o aktorstwo, to jest ono dość nierówne. Z dzieciaków najlepiej sobie radzi Asa Butterfield jako Ender, który jest zagubiony, samotny i jednocześnie bardzo wnikliwy, inteligentny oraz bardzo podatny na manipulacje. Ale nie daje się do końca podporządkować wszystkim regułom i pozostaje człowiekiem. Za to w wielkiej formie jest Harrison Ford, który w roli pułkownika Graffa po prostu błyszczy. To manipulator, któremu zależy tylko na skuteczności (czytaj: sile), stawia uczniów przeciwko sobie i stara się kreować mit wokół Endera swoimi posunięciami i krętactwami. Przeciwwagą jest dla niego Viola Davis jako major Anderson, która stara się dbać o psychikę. No i jest jeszcze Ben Kingsley, czyli otoczony legendą Mazer Rackham, który jest równie bezwzględny jak Graff.

Mam pewne poczucie niedosytu, a brak znajomości powieści Carda działa mi na niekorzyść. Ale to kawał dość nietypowego SF, gdzie ważniejsze od efektów specjalnych i widowiskowej rozwałki pozostaje człowiek i jego etyczne problemy. I reżyser całkiem zgrabnie to rozwija tworząc kawał dobrej rozrywki.

7/10

Radosław Ostrowski

Iron Man 3

Wszyscy fani komiksów znają Tony’ego Starka ps. Ajron Men. Jeden z najbardziej wyluzowanych superherosów ostatnio nie ma lekko. Po ostatniej akcji z Avengersami, gdzie o mało nie zapłacił tego własnym życiem, przeżywa napady lękowe. Ale jeśli myślicie, że facet będzie miał urlop powiem krótko: nie będzie. Światu (czyt: Ameryce) zagraża tajemniczy terrorysta Mandaryn i pomagający mu Adrian Killian – szalony naukowiec.

im2

Powiem tak: jeśli widzieliście poprzednie części, wiecie czego należy się spodziewać – efektownej rozpierduchy, bez patosu i smęcenia, bo to jest rozładowywane żartem, ironią i humorem. Nie jest to aż tak efektowne i widowiskowe jak „Avengers”, ale i tak zabawa jest przednia. Intryga w zasadzie jest prosta, ale bardzo zgrabnie poprowadzona (tożsamość Mandaryna mnie akurat zaskoczyła), ostateczna konfrontacja jest efektowna, efekciarska i w ogóle, prosty schemat na dobrych i złych, psychologia jest uproszczona, ale umówmy się. To miała być czysta rozrywka i Shane Black (zastąpił Jona Favreau na stołku z napisem: director) wywiązuje się ze swojego zadania znakomicie, zaś finał (operacja „Melanż”) to zadyma na maksa. Choćby dla tego warto zobaczyć ten film (jest dostępny z polskim dubbingiem, choć nie polecam).

im3

Scenariusz może nie jest zbyt logiczny i jest parę bzdur, ale to akurat jedyna wada. Aktorzy dopasowują się i wypadają rewelacyjnie. Robert Downey Jr. w poprzednich częściach brylował i był strzałem w dziesiątką. Tutaj tylko to potwierdza i czuje się w tej roli jak ryba w wodzie, nawet w dramatycznych sytuacjach nie traci poczucia humoru. Ze starej ekipy zostali jeszcze Gwyneth Paltrow (Pepper Potts) i Don Cheadle (pułkownik Rhodes, kumpel Starka), którzy trzymali fason, zaś silnym wzmocnieniem są koncertowi Guy Pearce (jako Killian potwierdza, że jest świetny w rolach czarnych charakterów), Ben Kingsley (Mandaryn – niesamowicie ucharakteryzowany) i Rebecca Hall (Maya Hansen, była dziewczyna Starka).

im1

Infantylna, trochę naiwna, ale za to bardzo widowiskowa bajka w starym, dobrym stylu. Ajron Men wrócił i to w wielkiej formie. Pytanie tylko jak sobie poradzą sobie Avengersi?

8/10

Radosław Ostrowski

PS. Jak zawsze w tej serii, po napisach końcowych jest jedna zabawna scenka.

Oliver Twist

Tytułowy Oliver Twist to kilkuletni chłopiec, któremu matka zmarła. Wychowany w sierocińcu, trafia do domu grabarza Sowerberry’ego. Stamtąd ucieka, bo obrażano jego matkę i trafia do Londynu, gdzie zostaje przygarnięty przez Fagina, który zatrudnia dzieciaków do kradzieży. Jednak podczas pierwszej akcji, Oliver zostaje schwytany, jednak trafia pod opiekę księgarza. Ale nie jest mu dany spokój.

oliver_twist1

Kiedy wydaje ci się, że reżyser mający wyrobiony styl i posiadający kilka znaków rozpoznawczych nie jest w stanie cię niczym zaskoczyć, nagle robi film wywracający twoje przekonania do góry nogami. Tak zrobił Roman Polański, gdy nakręcił „Pianistę”. Zamiast skupiać się na ciemniej stronie człowieczeństwa, udało mu się pokazać „dobro” siedzące w człowieku, nawet w czasie wojny. Tym większe było zaskoczenie, gdy reżyser postanowił przenieść na ekran powieść Karola Dickensa. Ale Polański znalazł tam odrobinę mroku, bo nie jest to stricte familijne kino, jak mogło się wydawać. Przemoc, słabość dzieci pozbawionych wsparcia dorosłych i życzliwych ludzi. Zdani tylko na siebie takie sieroty jak Oliver, trochę naiwni wpadają w tarapaty i złe towarzystwo, co może się dla nich źle skończyć. Tło społeczno-obyczajowe oraz warstwa wizualna jest najmocniejszą stroną filmu Polańskiego. „Brudny” klimat zaułków Londynu, imponująca scenografia oraz pewna praca kamery Edelmana, potwierdzają zręczność realizacji. Problem polega na tym, że sama historia nie angażuje za bardzo, zaś dla dzieci ten film byłby zbyt mroczny i przerażający. Zaś dla mnie historia Olivera była zbyt przewidywalna.

oliver_twist2

Zaś od strony aktorskiej film prezentuje się całkiem przyzwoicie. Nieźle wypadł Barney Clark w roli zagubionego, samotnego Olivera. W dodatku jego anielska wręcz twarz, pasuje do tej postaci. Z innych dziecięcych aktorów należy wyróżnić Harry’ego Eden (sprytny Dodger) oraz Leanne Rowe (delikatna Nancy). Zaś dorośli wypadli naprawdę świetnie. Najlepszy jest Ben Kingsley w roli Fagina. Na początku sprawia wrażenie miłego staruszka, który potrafi być ostrym i bezwzględnym hersztem bandy. Jednak dla Olivera zawsze pozostaje serdecznym człowiekiem, który potrafi wywołać bardziej współczucie, bo złość i gniew tworzy jego wspólnik Bill Sykes (odpychający Jamie Foreman). Poza tym mrocznym duetem zwracają uwagę jeszcze dwie postacie: ciepły pan Brownlow (Edward Hardwicke) oraz wprowadzający odrobinę humoru Toby Cracket (mocno ucharakteryzowany Mark Strong).

oliver_twist3

Polański zrobił film, którego mało kto się spodziewał. I wyszedł z tej konfrontacji całkiem nieźle. Może nie ma tutaj tego szaleństwa, co w najgłośniejszych dziełach, ale potwierdza on solidność warsztatu reżysera.

6,5/10

Radosław Ostrowski