Człowiek, który zabił Hitlera i Wielką Stopę

Tytuł tego filmu rzuca się w oczy, czy się to komuś podoba, czy nie. I wiele osób już sobie wyobrażało (w tym i ja), że będzie to jakieś zwariowane, zakręcone kino klasy B w stylu „Iron Sky” czy jakiegoś innego „Kung Fury”. Tylko, że debiut Roberta Krzykowskiego idzie w zupełnie inną stronę niż można się było tego spodziewać. Ale po kolei.

czlowiek, ktory zabil hitlera1

Poznajcie Calvina Barra – na pozór wydaje się zwyczajnym, starszym panem z wąsami oraz przyprószonymi włosami. Mieszka sam, prowadzi spokojne życie emeryta i w zasadzie na nic już specjalnie nie czeka. Problem w tym, że nasz bohater skrywa głęboko tajemnicę. W czasie wojny dokonał (na zlecenie rządu) zabójstwa Adolfa Hitlera, co zostało utajnione przez obie strony konfliktu. Ale rząd znowu prosi mężczyznę o wykonanie trudnego zadania. W okolicy panoszy się Wielka Stopa, która roznosi śmiertelnie groźną chorobą, zaś Barr – jako nieliczny jest odporny na chorobę – jest jedyną nadzieją na zabicie monstrum.

czlowiek, ktory zabil hitlera2

Może i opis fabuły brzmi jak coś szalonego i niepoważnego, to jednak reżyser idzie w stronę czysto kampowego, niepoważnego kina. Ale „Człowiek, który zabił…” jest przede wszystkim dramatem skupionym na Barrze – zmęczonym, troszkę zgorzkniałym człowiekiem, który nie jest dumny z tego, co zrobił, choć wydaje się być traktowany niczym mityczny heros przez ludzi władzy. Jednak to miało pewną cenę w postaci zerwania kontaktów, rozstania z ówczesną dziewczyną, zgorzknieniem. Przeplatanka retrospekcji z teraźniejszością działa tutaj dobrze, mieszając ze sobą klimat przygody, akcji i melancholii. To się powinno gryźć i nawzajem wykluczać, lecz jakimś dziwnym cudem zazębia się w spójną całość. Nie brakuje akcji (zamach na Hitlera wzięty z niemal jakiegoś wariackiego kina szpiegowskiego – zrobienie broni to jakieś wariactwo czy atak na złodziei), pięknych kadrów (widok martwej strefy i polowanie na Wielką Stopę) oraz surviwalowej walki (ostatnie pół godziny).

czlowiek, ktory zabil hitlera3

Do tego trudno przyczepić się do filmu pod względem realizacyjnym. Zgrabnie odtwarza zarówno okres przedwojenny oraz realia lat 70. (sprzęt wojskowy), do tego muzyka też odpowiednio buduje nastrój, ale jest też odpowiednio epicka. No i sam stwór stworzony przy pomocy legendarnego Douglasa Trumbulla (tworzył efekty specjalne m.in. do „Blade Runnera” czy „2001: Odysei kosmicznej”), sprawiający wrażenie niezłomnej bestii.

czlowiek, ktory zabil hitlera4

Jednak to wszystko by nie zadziałało, gdyby nie grający główną rolę Sam Elliott (i będący jego młodszym wcieleniem Aidan Turner) – bardzo wycofany, małomówny, ale mający w sobie sporo siły oraz determinację i wiele demonów do pokonania. Jest to bardzo złożona postać, choć na pierwszy rzut oka nie wygląda. Swoje robi też solidny Ron Livingston jako agent FBI oraz Caitlin Fitzgerald jako miłość Calvina.

Choć tytuł zapowiadał coś zwariowanego, film Krzykowskiego tylko ociera się o kino campowe, stając się pełnokrwistym dramatem psychologicznym z miejscami odjechanymi pomysłami realizacyjnymi. Powinno się to gryźć ze sobą, ale reżyserowi udaje się stworzyć spójne, intrygujące kino. Mam dziwne wrażenie, że jeszcze o reżyserze usłyszymy.

7/10

Radosław Ostrowski

Masters of Sex – seria 1

Seks zawsze interesował człowieka – zresztą towarzyszył mu odkąd mężczyzna ciągnął kobietę po ziemi trzymając ją za włosy. Jest rok 1957, St. Louis. Już znany był raport Alfreda Kinseya, który otworzył drzwi do refleksji nad seksualnością. Jednak wtedy doszło do spotkania dwojga ludzi, którzy zaczęli badań co dzieje się z ciałem podczas seksu, czyli zamiast rozmów czyny. Kto przeprowadzał badania? Szef położnictwa, dr William Masters oraz przydzielona mu sekretarka, Virginia Johnson.

masters_of_sex1

Prawdziwą historie badań nad seksem, które zostały opublikowane dopiero po 10 latach, opowiada serial stacji Showtime, która jest znana z produkcji przełamujących tabu obyczajowe. Prowadzona fabuła przez Michelle Ashford (wcześniej pracowała m.in. przy serialu „Pacyfik”) oraz pilotowana przez doświadczonych reżyserów (pilota nakręcił John Madden) plus dość apetyczny temat gwarantowały uwagę wszystkich. Jednak tak naprawdę jest to serial obyczajowy. Imponuje tutaj praca w odtworzeniu realiów epoki – zarówno pod względem wizualnym (scenografia i kostiumy są tutaj naprawdę bez zarzutu – włącznie ze sprzętem medycznym), jak i przede wszystkim mentalnym. Tutaj lekarzami są – prawie – sami mężczyźni, kobieta co najwyżej może być sekretarką, homoseksualizm uznawano za chorobę. Czyli kiedy wiedza naukowa w najważniejsze sprawie dla człowieka była pełna mitów i zagadek. A jak wiadomo pionierzy mają najtrudniej.

masters_of_sex2

A skoro badania nad seksem, to nie da się pokazać bez nagości oraz erotyki. To jest po prostu niemożliwe. Pytanie tylko jak to pokazać, by nie było ani wulgarne, ani prymitywnie. Całość jest tutaj zrobiona naprawdę ze smakiem, zarówno wobec par jak i masturbacji. A że scen rozbieranych jest sporo (wiadomo, tytuł zobowiązuje), to i jest na co popatrzeć, jednak nie jest to żadne porno. Przy okazji też obserwujemy różne stadia i kolory miłości, bo podczas badań może zdarzyć się naprawdę wiele, także rzeczy niezaplanowanych, mogących odbić się na życiu innych. Całość ogląda się po prostu bardzo dobrze i sposób realizacji może budzić skojarzenia z „Mad Men”, bo tempo jest dość powolne, skupiające się na relacjach międzyludzkich. Jedno wam mogę zagwarantować – emocji będzie wiele.

masters_of_sex3

Swoje też tutaj robi koncertowe aktorstwo. Michael Sheen w roli dr Masters jest po prostu fenomenalny, tworząc portret wyciszonego i troszkę zamkniętego w sobie lekarza. Motywacja do badań nie jest jednoznaczna (może to zboczeniec?), ale jest on bardzo zdeterminowany i uparty, co widać w podejściu do pracy. Partneruje mu Lizzy Caplan, która pokazuje… wiele na ekranie, ale nie opiera swojej roli tylko na nagości. Jak o tej postaci mówi dr Masters: „ma tendencje do łapania kilku srok za ogon” – jest samotną matką (nie radzi sobie z tym najlepiej), a jednocześnie chce robić karierę, co nie jest takie proste. Czuć tutaj chemię między tą dwójką, a iskry sypią się mocno.

masters_of_sex4

Drugi plan jest tutaj tak przebogaty, że nie wiem od kogo tak naprawdę zacząć. Każdy z aktorów tworzy mocną i pełnokrwistą postać, a najbardziej wybija się tutaj Beau Bridges oraz Caitlin Fitzgerald. On w roli rektora uniwersytetu Bartona Scully’ego jest bardzo empatyczny, jednak skrywający tajemnicę związaną ze swoją orientacją seksualną. Jest też jedynym przyjacielem Mastersa. Z kolei Fitzgerald jako żona Masters wydaje się być troszkę w cieniu męża, jednak im dalej w las, tym bardziej stara się od niego być niezależna. Tak naprawdę jest więcej postaci (żona Scully’ego, dr Lillian DePaul, Jane), ale to by zmieniło się w zwykłą wyliczankę.

masters_of_sex5

Pierwsza seria mocno mi zaostrzyła apetyt i stawia pytania w kwestii przyszłości dalszych badań. Jedno jest pewne – będzie seks, golizna, ale zrobiona w bardzo elegancki sposób. Oj, będzie się działo. Czekam na dalszy rozwój wypadków.

masters_of_sex6

8/10

Radosław Ostrowski